15 grudnia 2015 Kasia Potasznik 10Comment

ladybug-354521_1280

Mam ochotę napisać o co mi chodzi z tym spełnieniem. Chcę wytłumaczyć Ci dlaczego uczepiłam się tego, że warto siebie znać. Ba, twierdzę wręcz, że relacja ze sobą niczym z drugą osobą jest punktem wyjścia do tego, żeby osiągnąć w życiu to, czego na prawdę chcesz. W gruncie rzeczy właśnie świadomość traktuję jako największe osiągnięcie, którego można dokonać w życiu.

Im bardziej poznaję naturę człowieka tym mniej rozumiem system, w którym żyjemy. Tym bardziej widzę jak bardzo jesteśmy sami od siebie oddaleni. Zastanawiam się jak to jest, że to, co istotne zostało nam odebrane. Dlaczego człowiek nie wie kim jest, dlaczego nie wie dokąd zmierza, dlaczego nie potrafi żyć, w konsekwencji czego szarpie się z życiem, innymi ludźmi i samym sobą? Dlaczego wiedząc o tym wchodzimy w ten system bez chwili refleksji nad własnymi potrzebami sabotując je i odbierając prawo głosu?

Wszyscy bierzemy udział w rywalizacji, z której każdy przecież chętnie chciałby się wymiksować. Udajemy, że jest lepiej niż jest albo biadolimy nad własną bezradnością. Udajemy przed sobą nawzajem, że jesteśmy inni, chociaż każdy chciałby zobaczyć w drugim człowieku szczerość i poczuć zrozumienie swojej prawdziwej istoty. Nie pozwalamy sobie na szczerość, bo boimy się konsekwencji, które, o ile, w ogóle nastąpią, są niczym wobec tego wewnętrznego sabotażu, jaki sobie fundujemy. Zamykamy się na innych, okupujemy, otaczamy murami i robimy to wszyscy, chociaż jednocześnie każdy chciałby to rzucić i być kochanym bez względu na wszystkie arcyważne aspekty świadczące o dzisiejszej wartości człowieka. 

Ciekawa jestem czy materialnym bogactwem można wypełnić duchowe ubóstwo. Przecież tak naprawdę chcemy móc być sobą. Tak naprawdę potrzebujemy wolności w najprostszych rzeczach, których nikt nam nie odda, jeśli sami po nie, nie sięgniemy. I to jest naprawdę absurd, że każdy włącza się w tą grę, chociaż nikt nie czuje, żeby to była jego dyscyplina. Co z tego, że coś masz albo nie masz? Co z tego czy osiągasz sukces czy nie? To jest szalenie bez znaczenia, jeśli tego nie czujesz i robisz tylko po to, żeby mniej lub bardziej wyimaginowany ktoś był zadowolony albo dla nigdy nienadchodzącej przyszłości. Dlaczego ciągle rozmawiamy o tym co się u nas zmienia, jak życie, zamiast zapytać „jak się czujesz?”, „co sądzisz?”. Dlaczego tak trudno mówić nam o uczuciach? Dlaczego nie interesujemy się drugim człowiekiem? Czym my się zajmujemy?

Myślę, że „tak zwane” to określenie, które dobrze oddaje coś, w czym tkwimy. Staramy się, biegamy, gonimy za tak zwanym szczęściem, którego nie znajdujemy w znanych nam źródłach. Żyjemy tak zwanym życiem. Wiele rzeczy jest tak zwanych i dalekich od prawdy, ale jakimś cudem zadowalamy się tym. Niby każdy wie, że gdzieś wysoko jest niebo, ale co z tego skoro jest ono tak wysoko. Jesteśmy na ziemi, więc przystosowujemy sobie swój własny system tak, aby móc myśleć, że jest w miarę w porządku i mieć nadzieję (albo już nie), że kiedyś będzie inaczej.

Właśnie dlatego chodzi mi o spełnienie w kontakcie ze sobą umożliwiające świadome tkwienie w tym systemie albo wymiksowanie się z niego i stworzenie własnego.

Jeśli jesteś zawiedziony zakończeniem, uspokajam. Teksty tutaj kończą się pozytywnymi puentami, ale tej puencie poświęciłam cały następny tekst.

PRZECZYTAJ BAJKĘ O CZŁOWIEKU


Jeśli spodobał Ci się ten tekst daj temu wyraz i przekaż go dalej :)


Jestem ciekawa Twojego pomysłu na puentę tego tekstu, zostaw go proszę w komentarzu :) Lubię w eter puszczać pytania, w tym tekście padło ich… kilka, więc jeśli masz ochotę podzielić się odpowiedzią – śmiało!


Zapraszam Cię do newslettera – w najbliższym przyglądam się temu, co istotne oraz na Facebooka – na swoim fanpag’u przekazuję dużo inspiracji w krótszej formie :)

 

 

  • Chyba najlepszym podsumowaniem byłby cytat „chodzę do pracy której nienawidzę, by zarobić pieniądze których nie potrzebuję, ale pozwalające mi kupować rzeczy, którymi imponuję, tym którzy mnie nie lubią”.
    I aż chciało by się dodać, że czasem posuwamy się do tego, że wydajemy pieniądze których jeszcze nie mamy, jednocześnie zaniedbując tych którzy są nam bliscy i zawsze
    na wyciągniecie ręki.
    Dawid

  • Aga

    Często ludzie chcą uszczęśliwić innych swoim kosztem. Ja juz z tego wyrosłam. Nie można dogodzić wszystkim i nikt o nas nie zadba tak jak my sami o siebie. Szczególnie w kwestii duchowości. Oczywiście wyczekuje części drugiej .

  • Jak to dobrze, że już dorosłam do tego aby robić w życiu to co sprawia mi przyjemność i czerpać z tego radość. Jakoś nigdy nie robiłam nic na pokaz, dla kogoś, może dlatego mam pracę którą lubię i która daje mi satysfakcję :)

  • A ja myślę sobie, że nie da się zadowolić wszystkich i trzeba być przede wszystkim szczerym z samym sobą. Zawsze znajdzie się ktoś, komu nie spodoba się to co robimy.

  • I w całej tej gonitwie oprócz tego, że nie mamy czasu dla innych, nie mamy go też dla siebie. To dlatego mnóstwo rzeczy dzisiaj robimy w tak zwanym między czasie. Tylko co nam to tak naprawdę daje?

  • Szczerość w relacjach z samym sobą to podstawa do tego by jakoś odnaleźć się w otaczającym świecie.

    • Myślę, że kiedy jesteśmy przed sobą szczerzy to odnajdywanie się w świecie nawet przestaje być jakieś tylko staje się całkiem sprawnym odnajdywaniem się :)

  • nie mamy szans na lepsze życie, jeśli będziemy się sami blokowali tym, co o nas RZEKOMO myślą inni ludzie, a wierzcie mi, że inni mają nas generalnie w głębokim poważaniu (tak samo, jak my mamy ich) i ich opinia nie powinna wpływać na nasze decyzje

  • „Zamykamy się na innych (…) chociaż jednocześnie każdy chciałby to rzucić i być kochanym (…)”. Wydaje mi się, że to jest po prostu ludzkie. Ludzie boją się być zranieni, zatem nie odsłaniają się. Czy zawsze powinni pokazywać to swoje wnętrze? Chyba nie, bo dookoła jest mnóstwo osób, które chętnie ich wykorzystają.

    • Dobrze, że o tym piszesz, podsunęłaś mi dodatkowy wątek do rozwinięcia w kolejnym tekście. Wiesz, to być może kwestia podejścia do tego, co jest ludzkie, a co nie jest ludzkie. Pewnie ktoś mógłby nas wykorzystać, ale chronienie się w ten sposób i sabotowanie siebie na wszelki wypadek moim zdaniem niesie nam więcej szkody niż swoboda bycia autentycznym. Być może spotka się ona z brakiem akceptacji, ale jest to mniejszy koszt niż ukrywanie siebie. Dodatkowo obawa przed zranieniem blokuje nam dostęp do bliskich, głębokich i prawdziwych uczuć, a to jest moim zdaniem dość wysoki koszt.