19 lipca 2016 Kasia Potasznik 15Comment

trees-918826_1920

Jakiś czas temu poczułam, że nie znajduję niczego nowego w poznawaniu szczęścia w szczęściu. Znam już je dość dobrze i przyjmuję jako oczywisty fakt. Bardziej twórcze jest dla mnie teraz poszukiwanie szczęścia w powszechnie rozumianym nieszczęściu.

Od pewnego czasu sprawdzam czy szczęśliwa może być bezradność, słabość, gniew. Jestem ciekawa czy niezrozumienie może przynosić szczęście, a smutek dawać spełnienie. Ostatecznie, gdzie w tych konstelacjach odnaleźć harmonię.

Okazuje się, że jeśli szczęście to prawda, wolność, obecność, doświadczenie to jest ono możliwe w każdym wydaniu. Myślę, że to bardzo budujące odkrycie, bowiem wyciągamy szczęście poza kategorię różnych wydarzeń, które jeśli mogą nas czegoś uczyć, jeśli pozwalają w szerszym stopniu poznać siebie, to są dla mnie szczęściem.

Dziś przyjrzymy się szczęściu w postaci szerszej świadomości w sytuacji, w której jesteśmy pod tzw. ścianą. Jeśli myślę o dochodzeniu pod ścianę to widzę taki moment, w którym czujemy, że doszliśmy do punktu, z którego nie ma wyjścia. To jest każdy taki moment, w którym czujemy, że dotychczasowe rozwiązania się zdewaluowały i dalej w tym samym kształcie kroku do przodu nie zrobimy. To może być też moment, w którym mamy poczucie, że jesteśmy w sytuacji bez wyjścia, nie wiemy co robić i pojawia się bezradność.

Czego możesz dowiedzieć się wtedy o sobie?
4 ważnych informacji

1. Jesteś odważny

Jeśli szczęśliwy człowiek to człowiek odważny to konfrontowanie się z tym, co nieprzyjemne jest odwagą, o której dowiadujemy się czując swoją bezradność. Dobrze pewnie wiesz, że mało kto lubi przyznawać się do błędów, mówić o słabościach i dostrzegać własne winy. I być może równie dobrze wiesz, że każdy z nas jest wyposażony w bardzo ciekawe mechanizmy, dzięki którym odsuwamy od siebie możliwość dostrzeżenia prawdy na swój temat. Jeśli więc czujesz, nieznaną Ci dotąd, bezradność, zwątpienie, wątpliwości – brawo! One prawdopodobnie szły za Tobą już dłuższy czas, ale właśnie teraz zdecydowałeś się je zobaczyć.

2. Jesteś gotowy na zmianę

Jeśli szczęśliwy człowiek to człowiek otwierający się na zmianę to w takim kształcie czeka na Ciebie szczęście w sytuacji „pod ścianą”. Zwykle jesteśmy bystrzejsi niż nam się wydaje w niedostrzeganiu sygnałów do zmiany i odpychaniu od siebie informacji, że coś potrzebuje nowych rozwiązań. To tak, jak z butami. Nie sposób w jednej parze butów przejść przez pustynię, las, dżunglę z jednocześnie rosnącą nam stopą. Jeśli więc decydujemy się poczuć ucisk to znaczy, że jesteśmy gotowi przyznać, że buty mają dziurę lub są za małe i… jesteśmy gotowi poszukać nowych. A nowe buty to dopiero szczęście :)

3. Jesteś otwarty na siebie

Przekazy w rodzaju: „dalej w ten sposób nie możesz działać”, „zostaw w końcu to, co cię ogranicza”, „potrzebujesz nowych rozwiązań”, „nie radzisz sobie” – to informacje, po usłyszeniu których budujemy ze sobą relacje. Dlaczego? Dopuściliśmy do głosu przekaz, który jest niewygodny, czyli otworzyliśmy się na dialog ze sobą. Uznaliśmy tym samym, że mamy prawo: mylić się, nie mieć pojęcia co robić, popełniać błędy. Przyjmujemy, że możemy stać pod tą ścianą i zwyczajnie nie wiedzieć. Czasem człowiek, aby się o czymś dowiedzieć potrzebuje najpierw dowiedzieć się o tym, że czegoś nie wie. Szczerość najmocniej buduje relację.  A dobra relacja ze sobą to ekskluzywna wersja szczęścia.

4. Jesteś twórczy

W sytuacjach bez wyjścia, cóż, po prostu nie mamy wyjścia i potrzebujemy nowych sposobów, a w tym celu mobilizujemy się i otwieramy na różne możliwości. Chcąc nie chcąc patrzymy inaczej i poszukujemy możliwości. Co ciekawe, znajdujemy wtedy rozwiązania, jesteśmy twórczy i działamy. I pewnie jest tak, że w niektórych przypadkach dopóki sytuacja nie pobudzi naszego twórczego potencjału nie skorzystamy z jego zasobów. Wobec tego, chwała im, że się pojawiają.

Życzę Ci bezpiecznego podprowadzania siebie pod ścianę i czerpania z tych okoliczności!

Więcej przeczytasz w tekstach:


Ciekawa jestem czy Tobie zdarzyło dostrzec się szczęście w nieszczęściu i zastanawiam się jak ono wygląda z Twojej perspektywy, podziel się swoim doświadczeniem w komentarzu :)


Jeśli ten tekst Ci się podoba, udostępnij go proszę – dzięki Tobie tekst ten dotrze do większej ilości osób, za co będę Ci wdzięczna :)


Bądźmy w kontakcie – zapisz się do newslettera! :)

  • Dla mnie osiągnięcie „ściany” bywa sygnałem ostrzegawczym – uświadamiającym, że nie wszystko zależy ode nie, że czasem trzeba odłożyć dumę gdzieś na bok i zwyczajnie poprosić o pomoc…
    Fajny wpis Kasiu! :)
    Dawid

    • Cieszę się, że Ci się podoba :) O ciekawym aspekcie wspomniałeś, mam wrażenie, że pokora w pewnym momencie nabiera głębokiego znaczenia :)

  • dla mnie ściana to wielka motywacja do zmian, przychodzę, obijam się od niej i wiem, że musi być inaczej. to sygnał od losu, że coś idzie nie tak

    • O tak, dzięki temu od razu możemy wziąć sygnał pod uwagę i dostosować kierunek :)

  • Mam wrażenie, że świetnie ubrałaś w słowa to, o czym już dawno myślałam. Wczoraj słuchałam radiowego wywiadu z Beatą Pawlikowską, która opowiadała (ku niezrozumieniu prowadzącego), czym jest prawdziwe szczęście – pewną stałością, niezmiennym podejściem do świata niezależnie od okoliczności. Nie chwilową euforią z jakiegoś powodu i nie brakiem problemów, ale właśnie poczuciem równowagi we wszystkich sytuacjach.
    Jak napotykam na ścianę, to traktuję to (albo przynajmniej staram się traktować) jako sygnał od życia, że coś jest nie tak, coś trzeba zmienić. Albo decyzje były nienajlepsze i trzeba przyjrzeć się im ponownie, albo to z moim podejściem jest coś nie tak i tylko to wymaga zmiany. Taka jakby informacja zwrotna. Zwłaszcza w przypadku zdrowia takie informacje zwrotne warto doceniać, bo jak inaczej nasz organizm może powiedzieć nam, że coś nie gra?
    Na Twój blog trafiłam przez niedzielę dzielenia Andrzeja Tucholskiego i bardzo się cieszę, bo to moja tematyka :) Idę czytać inne Twoje posty :)

    • Witam Cię ciepło, cieszę się, że tutaj trafiłaś, rozgość się :) Tym czasem ja wybieram się z rewizytą – wszystko, co zen, biorę w ciemno :)

      • Zapraszam :) I nie wiem dlaczego, ale ostatnie zdanie zabrzmiało mi to jak apoteoza nielegalnych substancji ;)

  • w cięższych chwilach nie zaczynam tupać na środku pokoju jak małe dziecko, bo coś nie idzie gładko, tylko szukam sposobu na polepszenie danej sprawy. Staram się też wtedy sobie powtarzać, że życie to wieczna sinusoida i nie może być ciągle maximum, bo przestalibyśmy zauważać szczęście

  • U mnie ze szczęściem różnie bywa, czym mniejsze cele sobie zakładam tym szybciej te szczyty zdobywam, ale wtedy apetyt mi rośnie i wciąz tak jakby gonie za szczęściem.
    Co do zmiany, to niestety nie zawsze jest możliwa tu i teraz, i czasami trzeba odłożyć ją na później, dla dobra innych, których kochamy.

    • Być może w oczekiwaniu, dążeniu i poświęceniu dla innych też możliwe jest szczęście :)

  • Wszystko zależy od tego, co to za ściana i jak długo trzeba będzie pod nią stać – ludzi chyba to przeraża, ze kiedy znajdują się w fatalnej sytuacji, nie wiedzą, czy i kiedy ona minie.
    Przykład szczęścia w nieszczęściu mam z najbliższego otoczenia; moja teściowa, u której wykryto raka. Jak to z rakiem, nikt nie wiedział, jak to się skończy. Ale ona nie załamała się ani przez chwilę – od razu podjęła decyzję o operacji (rak, dzięki temu, że wcześnie wykryty, był usuwalny operacyjnie) a jeżdżąc na terapię, pocieszała innych ludzi, podnosiła ich na duchu głównie dzięki poczuciu humoru i pogodzie ducha, o których wiedzieliśmy, że je ma- ale dopiero kilka mies. temu miała okazję je sprawdzić….czyli „Tyle wiemy o sobie, na ile nas sprawdzono” ;)

    • Piękny przykład, dziękuję, że się nim podzieliłaś :)

  • Ja jestem szczęśliwa zawsze. Mogę być czasem smutna, zła, zrozpaczona itd, ale mimo tego jestem szczęśliwa. Głównie dlatego, że szczęście to u mnie stan niezależny od chwilowych zmian w emocjach czy czynników zewnętrznych. Po prostu jestem szczęśliwa. Zawsze.