7 września 2015 Kasia Potasznik 12Comment

flower-887443_1280
Długi czas wierzyłam w przypadek. Nie sądziłam, że życie może być siecią wzajemnych powiązań, zależności i oddziaływań.  Kilka lat temu Przyjaciółka zapytała mnie czy nie sądzę, że fakt naszego życiowego położenia jest od nas zależny. Odpowiedziałam jej z absolutnym przekonaniem, że nie sądzę, żebyśmy miały na to jakikolwiek wpływ. I pamiętam, że mój, mający się wtedy świetnie, racjonalizm był w tym bardzo poukładany. Nawet nie musiałam zastanawiać się nad tym pytaniem, nie było nad czym dyskutować. Wiedziałam, że nie. To było kilka lat temu i od tego czasu zmieniło się w moim postrzeganiu i życiu tyle, że prędzej wymieniłabym to, co pozostało niezmienne niż to, co zmieniłam. Teraz nie wierzę w przypadek, a mój umysł coraz częściej nie potrafi znaleźć dla siebie miejsca.

Nigdy wtedy nie przyszłoby mi do głowy, że człowiek, który czegoś chce może tego nie chcieć. Wydaje się to nielogiczne, przecież, jeśli bardzo czegoś chcę to tak jest. Nikomu nie dałabym sobie powiedzieć, że w jakikolwiek  sposób wpływam na to, że tego nie mam. Teraz widzę jak głęboko spałam, tak to można porównać. Nie widziałam tego, bo na tym ten stan polega. Śpisz, a gdy ktoś Ci powie, że śpisz to powiesz, że to niemożliwe. Nie dość, że śpisz to jeszcze zaprzeczasz i nie chcesz o tym wiedzieć. Organizujesz sobie całe życie tak, żeby opowieść o „nie-śnie” była dla Ciebie wiarygodna i pozwalała „normalnie” żyć.

Sen dotyczy życia w ogóle i wszystkich jego obszarów, weźmy na warsztat miłość. Być może ją masz, być może szukasz, być może nie. Przyjmijmy jednak, że nie jesteś w tej kwestii tak do końca spełniony.  A wyobraź sobie, że możesz nie mieć ochoty na miłość (może wstawić sobie tutaj dowolną rzecz). Chronisz się przed tym rękami i nogami. Dlaczego, skoro miłość lub coś innego jest takie ważne? Dlaczego mielibyśmy tego nie chcieć? Może dlatego, że myślimy, że kosztuje poświęcenie wielu ważnych rzeczy, które raz już poświęciliśmy i więcej nie mamy ochoty. Może dlatego, że myślimy, że wiąże się  z rzeczami, których nie lubimy i nie chcemy. Nie chcemy, żeby miłość wyglądała w sposób, który nas krzywdzi albo jest niebezpieczny. A czasem odwrotnie, właśnie tego chcemy więcej, bo właśnie to znaczy dla nas miłość. Otrzymaliśmy jako dzieci pewien model od naszych rodziców, który jest naszą bazą i do której wracamy. Wracamy do podstawowej bazy w wielu kwestiach bez względu na logikę takiego zachowania.

CHCĄC NIE CHCĄC MAMY TO, CZEGO POTRZEBUJEMY UNIKAJĄC TEGO, CZEGO NIE CHCEMY.

beach-832346_1280
Zastanawiam się, w jaki sposób odniosłabym się tamtego wieczoru do tekstu, który teraz piszę nie wiedząc, że jest moim z przyszłości. Pewnie nie zrobiłby na mnie  wrażenia. Pewnie w ogóle nie zwróciłabym na niego uwagi, nie przeczytałabym go, a może wydałby mi się nudny i jakby z księżyca. Jak to dobrze, że teraz to piszę i jak to dobrze, że pozwoliłam sobie na zmianę.

Przytoczę jeszcze jedną rozmowę. Spotkanie z Przyjaciółmi, rozmawiamy i nagle mówię, że tak coś czuję, że niedługo spotka mnie coś niesamowitego. Na to Przyjaciel odpowiada, że życzy mi, żebym to zauważyła. Trafił w punkt. Chyba to jest tak, że dopóki się nie obudzimy i nie przekroczymy pewnej granicy swojej gotowości i  chęci zobaczenia swojego Wnętrza to świadome „chcę”, choćby powtarzane po tysiąckroć, na niewiele się zda. Niewielu rzeczy jestem pewna, ale tego, że człowiek powinien być wolny owszem. I może nie każdy potrzebuje takiej wolności, ale sądzę, że każdy powinien mieć prawo ją poznać. Każdy powinien sam sobie takie prawo dać.
Toteż jeśli jest cokolwiek czego na prawdę chcesz i tego nie masz to spróbuj po to sięgnąć w sobie.
a

  • Bardzo mądre słowa. W pierwszym momencie, gdy czytałam o przypadku i decydowaniu o swoim losie, skojarzył mi się film, w którym fabuła przedstawiała ludzi decydujących o naszym życiu – strzegą tego, co robimy, nic nie dzieje się przypadkowo, a nawet oblanie kawą ma swój sens ; – )

    • Pamiętasz tytuł tego filmu? :)

      • Nie mogłam sobie przypomnieć, ale sprawdziłam na filmwebie przy Matt Damon i tytuł to „Władcy umysłów”. Polecam ; ) Końcówka może zbyt amerykańska, ale ponadto jest świetny.

  • Fakt, wszystko dzieje się w odpowiednim dla siebie czasie. Żeby przyjąć od losu to co nam daje, trzeba być na to gotowym. Często wręcz utrudniamy sobie sami wyjście z niekorzystnej sytuacji, bo jest coś, co nas w niej trzyma, a czego sobie nie uświadamiamy. Dobrze, że zawsze istnieje szansa żeby sobie jednak to uświadomić:)

    • So true, każda sytuacja ma swoją korzyść, a możliwość wyjścia z niej to wielka rzecz! :)

  • Bardzo ważną kwestię poruszyłaś, która jest mi bardzo bliska. Od 2 lat można powiedzieć zaglądam w głąb siebie i ćwiczę samoświadomość. To bardzo cenne doświadczenie, bez którego ciężko moim zdaniem pójść do przodu i rozwijać się, bo jak przeczytałam gdzieś niedawno – jeśli robisz codziennie to samo to codziennie będziesz dochodzić do tych samych rezultatów. Proste! Tak samo z tym co powinniśmy czuć, myśleć. Musimy się nauczyć oddzielać to, co „wszczepiono” nam w dzieciństwie od tego co naprawdę nam w duszy gra. Może się okazać, że żyjemy systemem wartości i przekonań naszych rodziców, który nijak się ma do naszego, bo jesteśmy kompletnie oddzielną jednostką zdolną tworzyć własny.

  • agathem07

    Śledzę od dłuższego czasu Twojego bloga i czytając mam burze myśli. Może mam dużo mniej doświadczenia życiowego, ale przy tej notce zauważyłam że chyba dochodzimy do podobnych konkluzji zastanawiając się nad położeniem w życiu.

    Ja u siebie wyskrobałam coś takiego:
    (…)
    A może światem rządzi symetria a sytuacje których doświadczamy każdego dnia to nic innego jak osie tej szalonej prostej? Jedno z pary stoi po jednej stronie, a drugie po drugiej mierząc odpowiednią odległość, promień i kąt w wielowymiarowym układzie współrzędnych.

    Dopiero zaczynam przygodę z blogowaniem i nie wiem jak długo to potrwa. Jestem Twoją cichą, ale wierną fanką wiec mimo wszystko będę tu zaglądać. Jeśli Ty byś miała ochotę czasem spojrzeć jak mi idzie – zapraszam.

    https://przyszlosercedodoktora.wordpress.com

    • Jeśli masz burzę myśli to postaraj się ją ukierunkować tak, żeby nie burzyła się dla samego burzenia, niech narodzą się z tego Twoje odkrycia! Gdybyś czegoś potrzebowała śmiało do mnie pisz! Trzymam kciuki za Twojego bloga! :)

  • Grunt to umieć i chcieć wsłuchać się w siebie, zaufać swojej intuicji. Dopiero wtedy odkrywamy, czego naprawdę pragniemy.

  • No tak.. samoświadomość to podstawa, żeby przestać sabotować swoje własne działania:) Ale najtrudniejsze to zdać sobie z tego w ogóle sprawę! Plus fakt, że nikt za ciebie ci tego nie uświadomi. Mnie się zdarzały takie rozmowy, jak ta Twoja z przyjaciółką z początku tekstu, i to jest porażka na całej linii, tego się po prostu nie da wytłumaczyć komuś, kto ma swoją „racjonalną” (kocham to słowo) teorię. Każdy ma swoje lekcje do odrobienia, ostatnio ta myśl ciągle mi towarzyszy:)