27 grudnia 2016 Kasia Potasznik 3Comment

czego-nauczyl-mnie-2016-rok

Kiedy myślę o końcu roku jako kolejnym zamkniętym etapie interesuje mnie, jak zwykle, tylko perspektywa nowych doświadczeń. I za każdym razem kiedy myślę: „czego się nauczyłam”, niczym z worka wysypuje się mnóstwo nowych rzeczy. Wtedy z kolei czuję się bogata. W co obfitował u mnie mijający rok?

Zapraszam do tekstu i inspiracji do własnych przemyśleń.

Miłości do siebie

Im dłużej uczę się siebie, tym większej pokory nabywam w określeniu pewnych kompetencji rozwoju w czasie dokonanym. Zważywszy na nasz nieograniczony potencjał, zwyczajnie zawsze może być lepiej. Mimo to jednak pozwolę sobie napisać, że w tym roku nauczyłam się kochać siebie.

O tym co to znaczy i czym się przejawia powstanie z pewnością cykl tekstów, ale teraz wspomnę, jakie części nałożyły się na miłość do siebie w roku 2016.

Pierwszym elementem, który spadł na mnie jak grom z jasnego nieba to potrzeba przyjęcia siebie nieakceptowalnej. Wstyd, poczucie winy, dojmujące poczucie własnej wartości to są te stany, w których nieprzyjemnie jest być, ale przyjemnie jest uznać, że ze względu na miłość do tego stanu, warto pozwolić mu być. Uznać, przyjąć, pozwolić zaistnieć, wybrzmieć, a potem wrócić na miejsce, z którym będziemy w dobrym kontakcie.

Skończyłam z założeniem, że jakiekolwiek uczucie może być nieodpowiednie.
Złość? Proszę bardzo.
Zmieszanie? Zawstydzenie? Poczucie, że głupio się zachowałam? Okej. Mogę.

Nauczyłam się sobie ufać ilekroć nie rozumiem tego, co się dzieje.
Nauczyłam się akceptować to, co się ze mną dzieje.

Znalazłam w sobie siłę, żeby móc konfrontować się z tym, czego wolę unikać.

Nauczyłam się również korzystać z rajskiej przestrzeni miłości do siebie, w której dzieją się cuda. Bo w pracy ze sobą jednocześnie jest tak, że zleceniodawca, wykonawca i odbiorca wewnętrznej pracy znajduje się w jednej osobie i nie bez znaczenia w tym przypadku jest to, że jestem nią ja.

Myślenia

Z psychologią i rozwojem jest tak, że jedno to jest o czymś wiedzieć, a drugie tego doświadczyć. W tym roku doświadczyłam tego, w jaki sposób moje myślenie buduje rzeczywistość. Skorzystałam z możliwości przyjrzenia się różnym punktom widzenia tej samej sprawy i zaczęłam zastanawiać się z czego wynika ten, który wybieram automatycznie.

Cenną kompetencją jest widzieć odrębnie sytuację i odrębnie swoją reakcję na nią. Po rozpoczęciu praktyki podważania swoich myśli, pytanie „czy to prawda?” stało się moim sprzymierzeńcem. Odtąd coraz jaśniej widzę, że przepływ myśli to po prostu przepływ myśli. I nic więcej.

Odpuszczania

Oj… :) To wątek o tyle ciekawy, że w 2016 rok weszłam przywiązana do kilku rzeczy, z którymi było mi bardzo wygodnie, przez co tym bardziej nie miałam ochoty ich odstawiać. Odpowiedni więc wysiłek potrzebowałam włożyć, aby pokazać sobie korzyści odpuszczenia i odpowiedniego czasu, aby się z tym pożegnać. A im dłużej i solidniej pewne przekonanie budowałam, tym bardziej nie chciałam go odkładać. Ostatecznie, dziś, wszelkie koncepty głęboko skrywane i te chętnie deklarowane uznaję jako jedną z wielu opcji. Być może użytecznych w tej chwili, ale nie jedynych. A z pewnością nie opcji, którym hołdowanie sprawia, że wszystkie inne zostają odrzucone. Ciekawiej wydaje mi się nimi żonglować.

Efektywności

W tym aspekcie raczkuję, ale dokonany krok jest krokiem milowym. Odkryłam bowiem, z jakiego powodu efektywność mi się nie podoba. Albo chcę coś sobie udowodnić przykrywając kompleksy albo to, czego bardzo chce nie odpowiada temu, na co czuję, że zasługuję. W obu przypadkach trudno się dziwić, że wygodniej jest się nie wychylać, nie angażować i dać sobie spokój z efektami. Łatwo więc sobie wyobrazić, że spotkanie z tym tematem w opisanym kształcie jest cenną podstawą jej zaproszenia do swojego działania.

Pieniędzy

Kolejny przykład przełożenia na doświadczenie czytanych wcześniej informacji, o tym, że pieniądze są mocno powiązane z poczuciem własnej wartości i wstydem. Cieszę się więc tym bardziej, że dzielę się tym odkryciem tutaj i że postrzegam jako dar.

W roku 2016 spotkałam się ze swoim największym finansowym lękiem i głębokim przekonaniem pt. „nie mam pieniędzy”. Redukcja mojego etatu o połowę sprawiła, że o połowę zmniejszył się mój dochód, w konsekwencji czego pierwszy raz w życiu doświadczyłam tego, co dotąd „tylko” mnie przerażało. Choć, trzeba przyznać, że dostrzegłam tu pewną niewystępowalną, choć wiarygodną, niespójność, ponieważ dostrzegłam, że choćbym miała ostatnie 10 złotych to nie mogę powiedzieć, że „nie mam”.

Poczułam,jak nigdy wcześniej wartość każdej złotówki na swoim koncie. Nauczyłam się organizować swoje finanse, o co, ku mojemu zdziwieniu, jest dużo łatwiej kiedy ma się mniej, a co zostaje kiedy ma się ich potem więcej. Wcześniej nie zwracałam uwagi, na co wydawałam pieniądze, nie zawsze wiedziałam ile ich mam, miałam totalny luz w wydawaniu (poza ciągłą obawą o to, że je stracę, że jest ich za mało etc).

A dzisiaj? Ponieważ nie boję się ich nie mieć, nie boję się również ich mieć. Wiem, że nie definiują mojego życia i fundamentalnie nie jest ono od nich zależne. Nie mniej, mocniej czuję ich znaczenie, czuję ich potrzebę, wiem jak są ważne. Nauczyłam się je szanować i traktuję jako ważny element życia.

To był drugi raz w mojej podróży rozwojowej, kiedy doświadczyłam urzeczywistnienia wielkiego lęku. I uważam, że nic lepszego nie może nas uwolnić od lęku jak spotkanie się z nim twarzą w twarz i przekonanie się, że da się żyć, z tym, czego się boimy. Lęk natychmiast pryska, kiedy wiesz, że jeśli jeszcze raz spotka cię taka sytuacja to sobie poradzisz i wiele dobrego z tego wyniesiesz. Trudno wówczas nie czuć wdzięczności i trudno oprzeć się wrażeniu, że cokolwiek na ziemi dzieje się przypadkiem.

Podejmowania decyzji

A właściwie… realizowania decyzji, które podjęłam. Rok wcześniej pojawił się w mojej głowie pomysł odnośnie podejmowania decyzji zgodnie z którym w naturalnych warunkach człowiek nie ma dylematu i wątpliwości wobec podejmowanych decyzji tylko zwyczajnie wie, co zrobić w sytuacji, która przed nim stoi.

Miałam dotąd kilka przykładów decyzji, wobec których nie zastanawiałam się „czy”, ale bałam się tego, że zrobię to, co poczułam, że należy. Doświadczenie tego roku pokazuje mi, że rozwiązań nie należy szukać, decyzji nie należy podejmować – ale to, co trzeba to dać sobie luz i pozwolić, aby one same do nas przyszły, a potem zająć się ich wykonaniem. W takim przypadku ponad wszelką wątpliwość czuje się, co należy zrobić i uważam, że jest to bardzo dobry model podejmowania decyzji, choć wymaga wprawy, pokory i zaufania sobie.

Taki był ten rok u mnie, żegnam go z wdzięcznością. Zamykam to, co w nim pozostanie, a na tym, co zbudowałam stworzę kolejne piętro swojego życiowego domu.

Przeczytaj o tym jak podsumować sobie rok.


Jakim ten rok był dla Ciebie? Podziel się w komentarzu :)


Dziękuję, że ze mną jesteś!

  • Bardzo ciekawe przemyślenia! Najbardzej dotknął mnie chyba ten wymiar „finansowy”. Podziwiam Cię, że potrafiłaś się tak zdystansować do stanu swojego konta. Wiem, że to potwornie trudne – to przecież nie tylko cyferki, lecz dla wielu osób również w pewnym sensie potwierdzenie ich wartości itp. Tym bardziej podziwiam Twój wyczyn! :) Musisz teraz czuć straszną wolność…
    A w 2017 życzę Ci odwrócenia sytuacji – może nie 1,5 etatu, ale powrotu do stanu poprzedniego. Powodzenia Kasiu! :) :)

    • Dziękuję Ci za miły komentarz i życzenia noworoczne, choć w ciągu roku ta sytuacja już zdążyła się odwrócić :) A jeśli chodzi o wartość – dobrze jest mieć możliwość zadania sobie pytania czy taka sytuacja świadczy o mojej wartości i uznać, że nie :)

  • Bardzo dobry wpis ;)