15 maja 2015 Kasia Potasznik 2Comment

stop-634941_1280

W kategorii „jesteś tym, co…”: jesz, mówisz, nosisz, trzymasz na biurku i śmietniku, na samym szczycie umieściłabym „jesteś tym, w co wierzysz”.

Tym bardziej, że w „tym” jest również otaczająca Cię rzeczywistość będąca kategorią odrobinę szerszą, a cała reszta się w niej zawiera. Wiara czyni cuda tylko pod warunkiem, że jest zbudowana ze wspierających Cię przekonań. W niektórych przypadkach nie jest i dlatego życie cudem jedynie bywa. Jesteś zbudowany z przekonań, czego efekt stanowi Twój los, przeróżne sytuacje i Twoje reakcje na nie.

Jak to jest, że jedni mają pieniądze, a inni ciągle za nimi biegają?

Jak to jest, że niektórzy tworzą udane związki, a inni ciągle ich szukają?

Dlaczego niektórzy spełniają się w pracy a inni ciągle obijają się o drzwi różnych pomysłów? 

W reszcie, jak to jest, że zadowolenie z życia u niektórych osób jest wysokie, a u innych sięga bruku?

Ano, tak to jest, że jesteśmy we wszystkim uzależnieni od tego, w co wierzymy.

Jesteśmy stworzeni z przekonań, których mamy w sobie sporo i od których w dużym stopniu zależy to, co czujemy i robimy.

Przekonania kojarzą mi się z takimi małymi potworkami, które odpowiadają za każdą najdrobniejszą część nas.  I to jest autentycznie niesamowite, że jest ich aż tyle i dotyczą wszystkiego. Każdy potworek ma własny szyld, który warunkuje nasze działanie. Jest ich cała plejada gwiazd niczym w bajce „Potwory i spółka”, w każdym rozmiarze i na każdą okazję.

Myślę o nich jak o potworkach, a czasami jak o wielkich potworach dlatego, że nie zawsze za nimi przepadam, trochę się ich boję i niespecjalnie chcę z nimi rozmawiać. Ale wiem też, że akceptacja ich, a w konsenkwencji rozstanie to jedyna możliwość, żeby żyć po swojemu.

Zanim dowiedziałam się o znaczeniu przekonań w moim funkcjonowaniu, moja psychika, wiedząc czym są, sama mnie przed nimi chroniła, teraz w sumie też to robi, ale już trochę inaczej negocjujemy temat ;) Rzeczywiście nie wyobrażam sobie mieć na psychicznym wierzchu całej ich gromady. Nie mogłabym funkcjonować, gdybym wiedziała, że „jestem beznadziejna, nic nie warta i wszystkiemu winna”, „zrobię sobie krzywdę” i „nie zasługuję na…”. Chyba usiadłabym wówczas i przeczekała życie.

Dobrze więc, że jesteśmy przez psychikę przed niewygodnymi przekonaniami chronieni, bo nie można ich racjonalnie przyswoić, ale jednocześnie powinniśmy pamiętać, że ograniczają one nasz rozwój. 

Kiedyś już o tym pisałam, że nie jest możliwe podejmowanie się wielkich działań, jeśli masz na przykład w sobie potworka z gatunku „jesteś do niczego”. Być może nie czujesz tego w sobie, ale po tym jak się zachowujemy i co czujemy można dotrzeć do źródła przekonania, które za tym stoją. Na przykład: stresujesz się rozmową z szefem – jest to dla Ciebie dostrzegalny symptom, więc możesz pójść za tym i zastanowić się dlaczego tak jest. Być może dlatego, że czujesz, że ma nad Tobą przewagę, kontrolę, jest od ciebie lepszy albo zależy od niego Twoje życie. Jeśli przekonanie się ujawni, pora na jego weryfikację, której wystarczy pytanie: „czemu w to wierzę?”.

Nie dziwi mnie , że ludzie na ogół przekonań w sobie nie odnajdują, jeśli o nich nie wiedzą i są przed nimi chronieni.

 Jeśli jednak Ci ludzie są tutaj teraz, czytają ten tekst i już wiedzą, że przekonania warunkują ich życie to niech staną z nimi oko w oko i zaczną proces wietrzenia tych potwornych magazynów :)

Ku chwale Twojego spełnienia! :)


A Ty jakie masz doświadczenia z przekonaniami?  Podziel się swoją refleksją w komentarzu.

a

  • Wojtek

    będę pierwszy :D hm, oswajam swoje potworki w coraz większym stopniu, właściwie to dopiero niedawno stanąłem z nimi twarzą w twarz (z niektórymi z nich bo o innych nie chcę jeszcze wiedzieć). Staram się odszukać te największe i najstraszniejsze i od nich zacząć, by później było mi lżej… niełatwo jest je wytropić bo nie chcą się ujawnić, siedzą gdzieś w szafie i tylko czekają aż stanę się mniej czujny i wtedy atakują… wykorzystują moje zmęczenie, zabieganie, brak koncentracji, roztargnienie… wiedzą kiedy mnie ugryźć ale ja coraz częściej zauważam je kątem oka i pędzę za nimi do szafy żeby przekonać się, że wcale ich tam nie ma. Wiem, że to jedyne wyjście – stanąć przed nimi i nic nie zobaczyć. Nie wiem ile ich jeszcze kryje się gdzieś w ciemnościach, które są poza zasięgiem mego wzroku ale wiem, że nie mogę z nimi walczyć bo to tylko pogarsza sprawę. Akceptacja i miłość to jedyna droga do wolności. Pozdrawiam z pierwszych metrów dalekiej drogi do nieba.

    PS. Jest cudownie :)

    • Trafnie to ująłeś, w drugim tekście będzie właśnie o szafie :)