20 lipca 2015 Kasia Potasznik 0Comment

Dziś w roli głównej tekstu wystąpi Pan Perfekcjonista. Przypuszczam, że długiego opisu charakteryzującego naszego jegomościa nie trzeba. Większość go zna z autopsji, a też nazwa mówi sama za siebie. Dba o to, aby wszystko zawsze było perfekt! Świetnie, że jest, przecież to dzięki niemu nasze życie w każdy calu jest idealne. Odważę się mimo to wskazać kilka znaczących niedociągnięć.

lamp-641559_1280

Pierwsza rzecz, która mi nie odpowiada to sposób, w jaki perfekcjonista ze mną rozmawia. Należy mu się niedostateczny z podstaw motywacji i komunikacji. Trudno z nim rozmawiać, bo jest bezkompromisowy i za grosz w nim wyrozumiałości: ma być lepiej, więcej, bardziej. Od tego jest i tego żąda, natychmiast. W zasadzie nie dba ani o motywację, ani o komunikację. Spróbuj mu wytłumaczyć, że coś osiągnąłeś. Z jego punktu widzenia, po pierwsze powinieneś osiągnąć to już dawno, po drugie każdy tak potrafi, a niektórzy nawet lepiej, więc to żadne osiągnięcie i umówmy się, dalekie od ideału. Po trzecie, to co masz szybko staje się czymś normalnym, więc nie masz się czym cieszyć. Po czwarte i najważniejsze, perspektywa tego, co jeszcze masz do zrobienia jest tak duża, że jakiekolwiek osiągnięcia przy niej bledną.
Trudno zaspokoić głód wymagań, ponieważ jest jak czarna dziura, do której można wrzucać coraz to więcej, a ilość nigdy nie będzie odpowiednia prowadząc w efekcie donikąd.

Trzeba oddać, że w pewnym sensie dzięki niemu czasami ktoś podejmuje działanie i coś robi. Tyle, że motywacja związana z odpowiedzią na zadowolenie „wiecznie niezadowolonego” jest w moim odczuciu nietrafiona. Przecież jeśli robię coś, żeby zadowolić rozkapryszony w sobie głos, a nie dlatego, że na prawdę tego chcę to satysfakcji szczególnej z takiego działania nie ma. Tym bardziej, że o docenieniu siebie z tej wewnętrznej części też można zapomnieć. Z tej perspektywy, rozpatrując temat globalnie, przyglądając się różnym obszarom życia, nigdy nam nie będzie dobrze.

Zawsze znajdzie się ktoś lepszy, zawsze będzie można zrobić coś więcej. Sami mamimy się tym, że jak będzie jeszcze lepiej to będzie… no właśnie, co będzie? Znowu będzie mało i znowu coś będzie nie tak. Ideał albo nie istnieje, albo już go osiągnąłeś. To złudne poczucie udające trochę ambicję i realizację nie ma nic wspólnego z troską o jakość, poziom i zadowolenie z życia.  Warto mieć taką świadomość. Przyjąć, że w porządku jest stan obecny, przekroczyć magiczną granicę akceptacji swojej rzeczywistości, poczuć się w tym stanie idealnie i z tej pozycji rozpocząć zmianę :)


Jeśli spodobał Ci się ten tekst możesz przeczytać jego drugą część, o tym jak ułatwić sobie wyjście z perfekcyjnych torów myślenia. Znajdziesz go tutaj :)


Podziel się w komentarzu tym, jak zachowuje się Twój Perfekcjonista i w jaki sposób sobie z nim radzisz :)


Będzie mi miło, jeśli docenisz ten tekst i podzielisz się nim z innymi :)


 podpis