23 lipca 2015 Kasia Potasznik 0Comment

W pierwszej części (przeczytasz tutaj) ustaliliśmy kilka faktów związanych z dążeniem do doskonałości. Wiemy, że spełniając wstępne oczekiwania wewnętrznego Perfekcjonisty nie dostajemy nic w zamian, bo w trakcie warunki się zmieniają. Nie potrzeba więc wysokiego poziomu inteligencji, aby dostrzec, że coś tu nie gra. Nie gra, ale na szczęście jest na to rada – klucz tkwi w świadomości, akceptacji i wewnętrznej współpracy, którym przyjrzyjmy się bliżej.

hyacinth-787799_1280

Po pierwsze, ZMIENIAM MYŚLENIE

Ważne, aby przyjąć, że „zawsze może być lepiej” to mit. I wiem, że o tyle wiarygodny, że rzeczywiście tak jest, ale… to trzeba sobie przeformułować i powiedzieć, że w tym momencie jest mi wystarczająco dobrze. Trzeba sobie wyraźnie powiedzieć: „W obecnych warunkach, z zasobami i ograniczeniami, jakie posiadam to, co mam i osiągnąłem jest całkiem w porządku. W swoje wystarczająco dobre życie włożyłem tyle, ile mogłem w ramach własnej rzeczywistości. Jeśli czegoś nie zrobiłem lub nie robię to dlatego, że mam ku temu jakieś powody”. I trzymać się tego. Można sobie powiesić na ścianie i czytać codziennie rano i wieczorem.

Po drugie, AKCEPTUJĘ TO, CO MAM

Wiem, że wobec złożoności roszczeń, jakie ma wobec nas świat, bliscy, a najbardziej Perfekcjonista trudno powiedzieć: bujajcie się. Wiem, że akceptacja mylona jest ze stagnacją i tym trudniej jest ją wdrożyć. ALE… ten poziom trudności jest niczym wobec korzyści płynących z komfortu akceptacji, że życie w momencie, w którym się znajdujesz ma swój najbardziej odpowiedni kształt. Może jutro będzie inne, może wczoraj było jakieś tam, ale jesteś dzisiaj. Masz to, co masz i może możesz mieć więcej, ale na pewno możesz to osiągnąć z pozycji akceptacji, a przede wszystkim dlatego, że będzie wypływać z tylko Twojej szczerej chęci. Super, co? :)

Po trzecie, WSPÓŁPRACUJĘ Z PERFEKCJONIZMEM

Panu Perfekcjoniście trzeba postawić warunek: albo współpracuje na naszych warunkach, albo dłużej nie będziemy mu się podporządkowywać. Doceńmy jego rolę, bo choć karkołomnie i w ograniczony sposób, to jednak stara się, żeby było nam jak najlepiej. Warunki jednak powinny być takie, że pozbywamy się presji, rozmawiamy ze sobą jak ludzie i mamy możliwość wyboru. Jeśli coś robimy to dlatego, że widzimy w tym szansę, korzyść i rzeczywiście tego chcemy, a nie dlatego, że coś w środku wywiera na nas presję.  Co prawda jest naszym perfekcjonistą, więc chcąc nie chcąc, trzeba sobie jakoś radzić, ale sami mamy prawo do decydowania o sobie. Weźmiemy pod uwagę jego propozycje, ale niech przedstawi je w odpowiedni sposób. Tego trzeba siebie i jego nauczyć, ale dacie radę, wszystko jest do zrobienia!

Pozostaje życzyć mi owocnej współpracy na linii Ty – Perfekcjonista, trzymam kciuki!

Chciałabym dotrzeć z tekstami do wielu osób, bo myślę, że to ważne treści – jeśli ten tekst Ci się spodobał, podziel się z innymi :)

Jeśli chcesz o coś zapytać albo podzielić się swoją refleksją, jest taka przestrzeń dla Ciebie w komentarzach.

podpis