5 listopada 2014 Kasia Potasznik 0Comment

8320482278_d1c1e2b8b2Pierwsza odpowiedź jaka przychodzi mi do głowy na pytanie „jak zaakceptować siebie?” to „po prostu zrób to”. Bo z jednej strony tak właśnie jest, to znaczy najlepiej zacząć od powiedzenia sobie tego, przyjęcia pewnego założenia i trwania w nim, ale musiałabym na tym skończyć, a, że lubię pisać to jednak rozwinę.

Jeśli człowiek nie akceptuje w sobie czegoś to dlatego, że wydaje mu się oczywistym, że owa rzecz jest nieodpowiednia. Nie przyjmuje, że coś co jemu się nie podoba może stać się przynajmniej czymś neutralnym. Jednym z potwierdzeniem słuszności i pułapką myślową jest stwierdzenie w stylu: „No jak? Jeśli mam krzywy nos to jest to FAKT i nic tego nie zmieni, nie zacznie mi się podobać, bo tak postanowię”. Pozwolę sobie mieć inne zdanie i je przedstawić. Wchodzę w skórę tej osoby z krzywym nosem:
Mam krzywy nos, czyli uznaję go za krzywego, bo ma charakterystyczną wypustkę na środku. Nie podoba mi się być może dlatego, że wyróżnia się spośród większości nosów, które widziałam u innych ludzi. Być może ktoś mi kiedyś powiedział, że mam brzydki nos, bo jest krzywy, zrobiło mi się przykro i stwierdziłam, że pewnie ten ktoś ma rację. Może nie podoba mi się, bo upowszechniony kanon odpowiedniego wyglądu nie przewiduje nosa z wypustką. Może jest zupełnie inny powód albo nawet dwa, ale one nie mają znaczenia. Koniec bycia w skórze tej osoby, wracam do własnej.

Idąc tym tokiem myślenia statystycznie cały Twój wygląd i zestaw Twoich cech może zostać uznany za niepożądany. Wszak każda jedna rzecz w jednym świetle będzie okej, a w drugim nie. Nie analizujemy przecież codziennie czy poszczególne części nas samych są dziś akceptowalne czy nie. Od dawna mamy przyjęty pewien schemat: „a,b,c” są w porządku, „x,y,z” należałoby poprawić. I tu dochodzimy do drugiego argumentu podtrzymującego siłę braku akceptacji tych części, na które mamy wpływ: „Jeśli zaakceptuję to, że jestem gruba to dam sobie przyzwolenie na brak działań, żeby to zmienić”. Chapeau bas dla naszego wewnętrznego krytyka, który uwił ten argument, jest świetny. Nie zaakceptuję tego, bo to sprawi, że nigdy tego nie zmienię, więc lepiej zapewnić sobie dawkę codziennego pomarudzenia „ojej, ale jestem gruba, jestem beznadziejna!”. Nie tędy droga, naprawdę nie.

Abstrahując od tego, że zmiana potrzebuje wielu czynników to bez wątpienia w wyborze między akceptacją lub jej brakiem znajduje się „pełna akceptacja”. Zawsze może być lepiej, ale też zawsze można być niezadowolonym z obecnego stanu rzeczy. Akceptacja w procesie zmiany gwarantuje nam prawdziwe wsparcie. Akceptacja daje nam siłę, otwiera na podejmowanie działań, które mogą nie wyjść, ponieważ wolno nam sprawdzać i doświadczać. Dzięki niej dajemy sobie pełną zgodę, aby realizować się jak tylko chcemy. Akceptacja jest podstawą budowania trwałego związku z samym sobą, otwiera nasze oczy na to, że zasługujemy na coś więcej niż tkwienie w stanie, który może być lepszy. Dlatego nie ma ryzyka, że akceptując coś „złego” nigdy tego nie zmienimy. Odwołując się do tej otyłości: akceptując siebie i mając poczucie zasługiwania na to co najlepsze przyjdzie kiedyś dzień, w którym uznamy, że warto wyruszyć w kierunku zmiany tego obszaru. A jeśli taki dzień nigdy nie nastąpi to prawdopodobnie tego nie chcesz, czujesz się z tym dobrze i możesz dojechać do końca życia w ten sposób.

14165551519_18390e8dcfJak wyjść z tych dwóch pułapek myślowych?
Na potrzeby tego tekstu ukułam takie ćwiczenie, które będzie jednocześnie misją tego tekstu.
Otóż, wyobraź sobie, że jesteś jedynym człowiekiem na świecie. Jesteś Ty i żadnego innego człowieka. Są różne zwierzęta, rośliny, świat się kręci swoim rytmem, ale nie ma drugiego przedstawiciela gatunku, który reprezentujesz. Jesteś człowiekiem (coś Ci podpowiada, że tak się nazywasz, choć jednoznacznego potwierdzenia nie ma), który wygląda tak, że masz dwie ręce, nogi, głowę porośniętą czymś wyróżniającym się spośród pozostałej części całego ciała. Twoje palce wyglądają tak jak wyglądają, brzuch ma na środku dziwną dziurkę i tak dalej, i tak dalej. Człowiek ten nie lubi dzielić się z innymi zwierzętami swoim pożywieniem i krzyczy, gdy coś go zaboli. Mam nadzieję, że wystarczająco napisałam, żeby wyczuć konwencję. Misja jest więc taka:

* Weź kartkę i długopis

* Wejdź w rolę badacza i scharakteryzuj indywidualny gatunek człowieka, którym jesteś, w tym szczególnie dokładnie przyjrzyj się z dystansem tym częściom Ciebie, których nie akceptujesz (one po prostu są jak i szereg innych), np. gatunek ten przystosowany jest do tego, aby wstawać w południe. Stwórz jak najbardziej rzetelny opis, kto wie, może kiedyś National Geographic Cię opublikuje!

* Przeczytaj swój opis i przyjmij, że taki jesteś i to jest generalnie okej, zaakceptuj to wszystko co napisałeś.

* Powiedz sobie, tak już, po prostu, teraz, że akceptujesz to jaki jesteś w całości, bierzesz wszystko co natura dała, a Twoja droga życiowa ukształtowała. Wyjdź z siebie i nie zastanawiaj się czy to Ci się podoba, jest Twoje, więc jest okej. Potrzebujesz poczuć taką całkowitą akceptację, czujesz?

* Postanowienie akceptacji to duży krok, który zakłada, że od teraz przyjmujesz, że generalnie jesteś w porządku, wszystko co Ci się przydarza ma takie prawo i Ty również je masz do popełniania błędów, natomiast będzie do Ciebie wracało to, że jak spojrzysz w lustro to pomyślisz „co za nos”, „ale jestem gruba” – przypomnij sobie wtedy punkt widzenia badacza, odetnij się od tej myśli i spójrz tak jakbyś pierwszy raz widział siebie. Bądź czujny, chwytaj te myśli, przyjmij, że nie są Twoje i odpowiadaj im: „Gwizdam na Ciebie, od teraz to akceptuję”.

Foto: 
https://www.flickr.com/photos/rogueanthro/8320482278/ by Kara Newhouse, 
https://www.flickr.com/photos/pictoquotes/14165551519 by symphony of love; 
http://foter.com; Foter
http://creativecommons.org/licenses/by-nc/2.0/; CC BY-NC.