22 września 2016 Kasia Potasznik 0Comment

black-and-white-1282242_1920

Świat oczami dziecka

Dziecko, kiedy przychodzi na świat być może jeszcze niewiele rozumie i niewiele może, ale doskonale radzi sobie z wrażliwością i obserwacją. Jest jak maleńki emocjonalny radar i niekończące się źródło miłości. Dziecko, kiedy przychodzi na świat widzi go w stosunkowo prosty sposób. Widzi świat takim, jakim on jest pod powierzchnią powszechnego zagubienia.

Postrzega świat jako miejsce przyjazne każdemu człowiekowi, jako miejsce, w którym można dzielić się miłością i zaspokajać swoje potrzeby. W sposób szczególny dostrzega w swoim życiu istotną rolę osób mu bliskich: przede wszystkim rodziców i kilku jeszcze obecnych przy nim osób. Kocha je miłością absolutną i bezwarunkową. Daje swoją miłość nie dlatego, że jest od starszych zależne, ale dlatego, że są kochanymi przez niego osobami. Nie traktuje siebie jako słabsze dlatego, że mniej może, traktuje siebie jako część wspólnoty, do której dołączyło wiedząc, że otrzyma potrzebną mu opiekę od tych, którzy obecnie mogą więcej. I cały ten świat traktuje jak oddziaływanie na poziomie serca. Kocha, a w odpowiedzi pragnie być równie kochane.

Dziecko dla rodziców jest gotowe zrobić wszystko. Nigdy w rodziców nie zwątpi i będzie gotowe ich ratować, jeśli będą potrzebowali pomocy, nawet jeśli przewyższa ona jego możliwości. Rodzice są dla dziecka najważniejszym przykładem i najmocniejszym punktem odniesienia tego, co wkrótce samodzielnie nazwie życiem.

Zmiana obrazu

Mam poczucie, a każde dziecko do pewnego czasu dobrze to wie, że człowiek nie jest na świecie po to, aby robić dobre albo złe rzeczy i zbierać za to kary lub nagrody. Człowiek na świat przychodzi po to, żeby rozwinąć się do pełni swoich możliwości i je zrealizować. Zanim to jednak nastąpi porusza się głównie w obszarze POTRZEB, których zaspokojenie zapewnia zdrowe funkcjonowanie. Na etapie bycia dzieckiem jest mocno zorientowane na to, aby były one zaspokojone. Za każdym razem, kiedy dzieje się inaczej wyraża sprzeciw.

Jeśli toczy się dyskusja nad jednym klapsem, tylko klapsem czy innego rodzaju przemocą to w moim odczuciu, główną rolę gra tutaj ten pierwszy raz. Każdy kolejny utrwala i dołącza do przebudowanego (delikatnie rzecz ujmując) sposobu postrzegania. Dzieje się tak, kiedy małe oczy patrzące miłością spotykają coś, czego miłość nie rozumie. Oto dziecko doznaje krzywdy wymierzonej od tych, których kocha najbardziej. Nie od obcego pana na ulicy, co byłoby dużo łatwiejsze do przeżycia, nie robi tego pani ze sklepu. Robią dziecku krzywdę osoby będące dla dziecka filarem poczucia bezpieczeństwa. Przecież nikt inny, jak właśnie najbliższe osoby nie odpowiadają za to, żeby dziecko chronić. Przy nich dziecko czuje się najbezpieczniej. Nie rozumie więc, co dzieje się w chwili kiedy z rąk będących źródłem miłości i bezpieczeństwa otrzymuje coś, co boli. Coś, co jest celowo wymierzoną krzywdą w jego kierunku.

Jaką więc informację uzyskuje dziecko kiedy, podążając za tytułem, dostaje jednego klapsa? W uproszczeniu jego myślenia jest on wymierzony za to, że dziecko zrobiło coś złego. Najprawdopodobniej celowo, najprawdopodobniej ze złej woli. Naprawdę?

Zderzając, podążając za tytułem, klapsa z nienaruszalnym obrazem osób, które kocha, które są dla niego wzorem i najważniejszym punktem odniesienia, przyjmie przekaz, że ze złej woli sprzeciwiło się rodzicom (więc może nie kocha ich jednak tak bardzo? może powinno jeszcze bardziej się starać?). Dziecko rodziców jest gotowe bronić przed wszystkim, w tym także i może przede wszystkim, przed własnym poczuciem, że coś tu jest nie w porządku. Nie znaczy to jednak, że za każdym razem kiedy zostanie poniżone i skrzywdzone nie będzie o tym wiedziało. Oczywiście, że będzie, ale żeby normalnie żyć, poczucie krzywdy wyrządzonej przez, nadal bezwarunkowo kochane, osoby, będzie wypierane i tłumione. Co więcej, dziecko da się przekonać, że tak działa świat. Że w imię miłości i jego dobra, trzeba go nauczyć jak się zachowywać. Że za to, kiedy jest złe, będzie dostawało najsurowszą z możliwych kar. Ból fizyczny jest niczym przy poczuciu, że robią to osoby będące dla niego całym światem.

Samoobrona

Doświadczenie tego nieznośnego bólu wymaga zapobiegawczych działań, toteż dziecko od teraz zamiast myśleć o wzrastaniu będzie myśleć o uciekaniu. Uciekaniu przed karą za własne zdanie, pomysł, spontaniczność. Być może za wyrażenie siebie w postaci krzyku, pisku lub skoku. A wszystko to w atmosferze rosyjskiej ruletki uzależnionej od tego, w jakiej kondycji i nastroju jest mocodawca. Raz krzyk przejdzie bez echa, a następnym razem oberwie za to, że zadało głupie pytanie.

Od tej pory będzie samo siebie karać, żeby wyręczyć rodziców i ochronić siebie. A mechanizm samokarania pozostanie z nim na zawsze w różnej formie. Wraz z wyjściem spod skrzydeł rodziców nie odejdzie od niego poczucie niższości, bycia gorszym, głupszym, ani przekonanie o tym, że za złe zachowanie otrzyma karę.

Skorzysta również z naturalnego wyposażenia w postaci wypierania i głęboko schowa w psychice swój światopogląd i cierpienie związane z jego zderzeniem z rzeczywistością. Schowa, ale nie pozbędzie się nigdy.

Mamy więc moment, kiedy dziecko uzbraja się w pancerz i tłumi to, co czuje, żeby nie myśleć i normalnie żyć. Mamy sytuację, w której uznaje siebie winnym za to, że otrzymuje karę. Bierze na siebie odpowiedzialność tej sytuacji. Broni rodziców przed własnym poczuciem krzywdy i stawia ich interes przed swoim własnym. Kosztem? Kosztem swojej przyszłości.

Jak smakuje miłość

Idąc drogą miłości, której obraz zostaje przekształcony, czas zapytać co dalej z kochaniem, bo dzieje się różnie. Mniej lub mocniej, w zależności od nadszarpnięcia jej obrazu, pęknięcie zostaje przenoszone na inne miłości.

W tak zwaną miłość, której zdecydowanie bliżej do uzależnienia niż prawdziwej relacji, będzie duże „dziecko” uciekać kojarząc ją opacznie i dążąc do otrzymania w takim wydaniu. I przekazując ją w ten sposób dalej. Albo będzie się bać miłości zamykając do siebie dostęp. Nic dziwnego, kiedy miłość oznacza prawo do krzywdzenia. Nic dziwnego, że chce przed sobą chronić tych, których może kochać i krzywdzić zarazem. A w miłości do siebie… trudno będzie się odnaleźć. Trudno będzie stwierdzić kim się jest i czego się chce.

Miłość więc, która raz została źle zrozumiana, będzie równie błędne koła zataczała.

Wyłoniła nam się więc dysproporcja, w moim odczuciu szczególnie istotna. Jak widzimy, ten jeden klaps w rzeczywistości jest karą w postaci zbudowania błędnego obrazu siebie i miłości, która jest fundamentem życia i chyba nie potrzeba argumentować jak ważną pełni w nim rolę. Za co taką karę otrzymuje dziecko na całe życie? Za rozlany talerz zupy? Za gorszy dzień? Za to, że płacze? Naprawdę?

Nie jesteśmy w sytuacji bez wyjścia

Mój stosunek do przemocy wobec dzieci jest jednoznaczny i jasno wybrzmiewa powyżej, nie jest natomiast moją intencją kogokolwiek oceniać ani przekonywać, że czegoś nie należy robić. Tym bardziej, że kiedy przemoc rodzi przemoc to sporego wysiłku wymagają inne rozwiązania. Poza tym wierzę, że każdy człowiek zawsze radzi sobie najlepiej jak potrafi i dotyczy to również wychowania dzieci.

Wspomnę jednak o tym, że jeśli zechcemy stanąć w obliczu wymierzonego już klapsa przy dziecku to mamy taką możliwość. Jeśli zechcemy na sekundę dopuścić do siebie wrażliwość, na której sami się znęcamy krzywdząc kochane przez nas dziecko to mamy taką możliwość. Możemy uratować siebie przed poczuciem (też prawdopodobnie wypartym), że cholernie krzywdzimy swój skarb.

Dzieci od rodziców nie wymagają tego, żeby byli chodzącymi poradnikami ds. wychowania. Dzieci potrzebują informacji (którą same stworzą, jeśli jej nie otrzymają). W miejsce więc stworzonej informacji o tym, że dziecko jest złe i winne, można powiedzieć, że w odpowiedzi na jego ZACHOWANIE pojawiły się uczucia, z którymi trudno było sobie poradzić. Dlatego zostało uderzone, skrzyczane, dlatego nastąpiła przesadzona reakcja w postaci nieadekwatnej kary. Dlatego, że nie poradziliśmy sobie z tą sytuacją.

Dziecku można powiedzieć przepraszam. I można powiedzieć, że coś jest trudne, ale dla wspólnego dobra warto starać się to przezwyciężyć. Można powiedzieć, że jest kochane i że nie tak wygląda miłość. Bo miłość nie polega na celowym krzywdzeniu i zakładaniu złej woli drugiej strony. Rozmowa buduje bliskość, a intencja, nawet, jeśli przekazana po fakcie, zawsze zostanie zrozumiana przez małe dziecko, a przede wszystkim odebrana jako potwierdzenie, że miało rację, że jego rodzice są wspaniali.


Z góry dziękuję za udostępnienie tekstu.