14 listopada 2016 Kasia Potasznik 3Comment

kierunek-spelnienia-za-kulisami

Jesteśmy z blogiem w okolicach drugiej rocznicy naszego związku, dlatego pomyślałam, że warto przy tej okazji napisać nieco o kulisach jego istnienia.

Skąd przychodzi kierunek spełnienia?

Nie raz ani dwa zakładałam wcześniej bloga. Nie raz ani dwa chodził po mojej głowie pomysł pisania o tym, co dla mnie szczególnie ważne, czyli o rozwoju. I nie było wtedy tak, że z moich myśli nie dało się stworzyć tekstu. Mógł, bo odkąd postanowiłam być szczęśliwa wiele fascynujących przemyśleń miewałam. Tyle tylko, że, aby tekst napisać i wysłać w świat, a przy tym podzielić się czymś od siebie potrzeba nieco odwagi i dystansu. Do dziś miewam teksty związane z wątpliwościami, ale da się je przełknąć. Wtedy jednak, kiedy zaczynałam, było tak prawie przy każdym tekście.

Dziś mam większy dystans i piszę w komforcie, który pozwala nie przejmować się krytyką własną i odbiorców, ale mądrze z niej korzystać. Poza tym, czytają mnie ekskluzywni odbiorcy, dzięki czemu tym bardziej mogę pozwolić sobie na szczerość. Jesteśmy w wąskim gronie i cenię sobie ten unikalny odbiór. Nie powstałoby jednak nic, gdybym nie czuła, że mam coś ważnego do przekazania i coś odważnego w sobie, aby dać radę z wątpliwościami.

Jak widzisz więc, pierwszym krokiem była odwaga, która z resztą do dziś bywa podtrzymywana, bowiem za każdym tekstem stoi jakaś moja mniejsza lub większa historia. Mój rozwój i odkrycia, jak pewnie się domyślasz, nie biorą się z powietrza, ani nie czytam o nich w książkach. Każdy wniosek i doświadczenie wyrosło z przeżycia pewnej, jednej, drugiej i piętnastej historii. I wspaniałej i tej, której nie rozumiałam. Nie czuję potrzeby pisania o każdej wprost, ale zaplecze tekstów ostatnich dwóch lat spokojnie może być podwaliną do biografii tego okresu.

Dlatego blog powstał wtedy, kiedy już mógł. Wcześniej tylko chciałam go pisać.

Dlaczego akurat „kierunek spełnienia”?

Pierwotną nazwą kierunku spełnienia była „przystań”. Podobała mi się jej dwuznaczność: przystań jako zatrzymaj się i przystań jako miejsce, do którego się wraca. Research internetu jednak i odnalezienie wielu miejsc o turystycznej konotacji sprawił, że postanowiłam poszukać czegoś lepszego.

To był wtedy czas, kiedy z zakresu umiejętności rozwojowych najlepiej czułam się w szczęściu, ale wydawało mi się ono już tak oklepane i osłyszane, że w ramach synonimu postawiłam na spełnienie. I teraz uważaj. Dopiero jakiś czas później uświadomiłam sobie trochę inne znaczenie słowa spełnienie. Zrozumiałam, że stanowi ono pełnię życia, która zawiera w sobie całe spektrum tego, czego w życiu możemy doświadczyć, a przede wszystkim, z którego możemy cudownie korzystać. Wyobraź sobie moje zaskoczenie, kiedy to odkryłam, a mój wcześniej założony blog nosił już taką nazwę.

Kto, o kim teksty pisze.

I tak to trochę jest z tym blogiem, że właściwie piszę go ja, ale sama nie wiem czy nie piszę się on sam za moim pośrednictwem. Kilkukrotnie zdarzyło mi się wrócić do jakiegoś tekstu, przeczytać go z innej perspektywy i odnaleźć potrzebne mi wtedy znaczenie. I nie dziwi mnie to, w przypadku innych autorów, ale kiedy tworzę tekst, który mnie samą inspiruje jakiś czas później, to jestem zdziwiona.

Można to oczywiście zrzucić na uniwersalne i złożone treści, które wielorako mogą być odczytywane, ale jednak jest coś takiego, że sama do niektórych odkryć czuję się przez ten blog podprowadzona.

Czym się inspiruję?

Zanim zaczęłam prowadzić bloga jedną z towarzyszących mi obaw była ta dotycząca słomianego zapału i braku wystarczających pomysłów. Tym czasem, ku kolejnemu zaskoczeniu, pomysły na kolejne teksty przez całe dwa lata pchają się do mnie zewsząd: z własnych doświadczeń i dokonanych dzięki nim odkryciom, przemyśleń, dyskusji podczas sesji z moimi coachee i obserwacji. Już dawno przestałam się łudzić, że pękająca w szwach poczekalnia tekstów kiedykolwiek zostanie wyczerpana, ponieważ występuje znacząca dysproporcja między napływającymi pomysłami na teksty, a posiadanymi możliwościami ich zapisania.

Wy, moi drodzy!

Nie ukrywam, że teksty tutaj piszę przede wszystkim z miłości do pisania i dzielenia się swoim doświadczeniem. Trudno jednak ukryć, że wartość relacji z Czytelnikami jest bezcenna. Każdy, choćby najmniejszy, sygnał Waszej obecności w postaci lajka, udostępnienia, komentarza i bezpośredniej wiadomości umacnia moją wiarę w sens pisania.

Myśl, że gdzieś ktoś czeka na kolejny tekst jest mocno budująca. Świadomość, że znajdujecie tutaj wartość też sporo daje moim pisarskim skrzydłom. Przyjmuje każdy taki wyraz jako zapłatę za pracę nad kierunkiem spełnienia i przy tej okazji, za każdy taki, czytelniczy dar – bardzo, bardzo dziękuję! I proszę o więcej :)

 

  • Dzięki za ten wpis!

  • Ekskluzywni odbiorcy :) Wiesz, że mam podobnie, czasem coś napiszę, wrócę do tekstu po kilku miesiącach i jestem w szoku, bo….serio nie wierzę, że to ja sama, bo tyle w tym mądrości. Zaskakuję sama siebie. Rozumiem Cię doskonale. I cieszę się, że jest ten blog, dobrze, że nie przystań :)