15 lutego 2016 Kasia Potasznik 17Comment

black-and-white-714257_1280

Porównywanie się z innymi jest bezlitosne. Jeśli chcesz być lepszy, będziesz również gorszy. Obie kategorie nie są szczególnie udane, ale jeśli w nie wierzysz, uczestniczysz w ciągłym polowaniu.

Przeczytaj o (nie) porównywaniu się z innymi.

W tekście o tym, żeby się nie porównywać z innymi napisałam o tym, że nie ma to sensu i jest wbrew logice. Jeśli jednak nie sposób przekonać siebie do tego, że jest to ograniczający i upraszaczający mechanizm naszego postrzegania, można podejść do tematu od innej strony, wychodząc nieco na przeciw takim potrzebom. W myśl zasady, że ze wszystkim lepiej się zaprzyjaźnić niż walczyć.

Polowanie na innych w ucieczce przed sobą

Ustalmy na początku o co idzie w tym byciu gorszym lub lepszym. O poczucie własnej wartości, które jest w naszym postrzeganiu uszczerbione (znów z resztą błędnie, ale jeśli taki jest, to ten punkt widzenia przyjmijmy). Zasada właściwie jest prosta: chcemy być lepsi, żeby nie być gorsi, bo tacy się czujemy i jeśli tylko świat dowie się o tym to stanie się coś strasznego. Błąd jednak w tym myśleniu jest taki, że na każde „lepszy” znajduje się jakiś „gorszy”, a to nie jest dla nas wygodne.  A, jeśli nie jest to znajdziemy na to jakiś mechanizm, który pomoże nam sobie z tą niedogodnością poradzić. Człowiek więc w swej „mądrości” skutecznie wyrównuje bilans oszukując siebie: umniejsza sukcesom innych albo puszcza takie sygnały mimo uszu, wyolbrzymia cudze porażki i słabości. Stara się nie dopuszczać do siebie, że jest od kogoś gorszy. Swoją gorszość przerzuca na innych, co jest swoistym majstersztykiem umysłowym: oto nagle moje cecha przestaje być moja, bo mi się nie podoba i mi umniejsza, więc będę dostrzegać ją u innych. Oni będą gorsi, a co! Będzie mnie ona co prawda denerwować, ale wytłumaczę sobie, że owa gorszość tego człowieka sprawia, że tak się denerwuję (i kolejny raz po sprawie). Dla fanów mądrych psychologicznych pojęć – mechanizm ten nazywamy projekcją.

I gdyby tylko to polowanie na lepszość odbywało się względem obcych lub mało znanych ludzi np. pani w urzędzie, to szkoda byłaby może niewielka.  Mechanizm ten jednak najczęściej odbywa się na linii w relacji z bliskimi. I jeśli dobrze przyjrzeć się temu, co robimy i jak wykorzystujemy bliskie osoby, żeby udowodnić sobie swoją lepszość to kurcze, szkoda. Szkoda tych relacji.

Powoli dochodzimy do sedna. Jeśli nie możemy przekonać siebie, że polowanie na lepszość to jest lipa, bo polega na niepotrzebnym strzelaniu do ważnych dla nas osób to proponuję podstawić się samemu sobie. Możesz zakończyć swoje polowanie, jeśli tylko moja propozycja wyda Ci się przekonująca. A przekonać chciałabym Cię do tego, że jesteś najgorszy, ale bycie gorszym  to luksus.

Piękno końca świata

W poprzednim tekście napisałam, że ze strachem warto się konfrontować. Tutaj podobnie. Zachęcam Cię do krótkiej podróży na szary koniec świata, przed którym każdy ucieka. Warto się skonfrontować z tym, przed czym uciekamy. Warto poczuć się gorszym, a nawet najgorszym. Jestem pewna, że mogłabym ustawić wszystkich ludzi tego globu w szeregu według „lepszości” w różnych kategoriach w taki sposób, że stanęłabym na jego końcu (pewnie Ty też). Stalibyśmy się wówczas gorsi od wszystkich. Stanie na końcu szeregu całej ludzkości nie jest szczególnie przyjemne, jest nawet… niecenzuralne określenie mi się tu ciśnie na klawiaturę, którego jednak nie użyję, ale być może wiesz, jak to jest czuć się tak, że już gorzej być nie może. Dokładnie tak jest na szarym końcu świata, przed którym wszyscy uciekają.

Nikt tam niczego się po Tobie nie spodziewa i Ty sam od siebie niczego nie wymagasz. Nikt niczego od Ciebie nie chce, a i Ty jesteś wolny od tego, żeby potrzebować innych ludzi. Czujesz się samotny w taki sposób, że żaden człowiek ani nawet cała ludzkości razem wzięta nie jest w stanie tej samotności wypełnić. To jednak sprawia, że zwracasz uwagę na tego jedynego człowieka w swoim zasięgu, którym jesteś Ty sam, od którego tak wiele w życiu zależy (w przeciwieństwie do tych innych). No i może specjalnie pięknie tam nie jest, ale nawet jeśli czujesz się wtedy jak ostatni człowiek tego świata to pojawia się coś, o co trudno, kiedy się poluje.

Nie ma tam żadnej presji, oczekiwań, wygórowanych standardów. Nie ma ocen ani opinii. Tam człowiek jest dokładnie taki, jaki jest i nikomu to nie przeszkadza, bo wszyscy stoją przed Tobą. Wówczas nawet Tobie nie przeszkadza to, że jesteś inny. Jeśli tracisz punkt odniesienia i jesteś gorszy to pozostaje Ci to zaakceptować (choć wtedy jesteś też lepszy, więc te kategorie przestają istnieć). Możesz krzyczeć, płakać i leżeć w poczuciu bezradności.  Możesz pytać, nie mieć pytań, nie wiedzieć nic, wiedzieć za dużo, możesz, co chcesz. Na szarym końcu świata, przed którym każdy ucieka jest cicho i spokojnie. Tam nic nie trzeba. Tam człowiek może jest trochę smutny, ale jest wolny.  I coraz bardziej tą wolność docenia. A im bardziej swój szary koniec oswaja tym bardziej zaczyna go lubić, a nawet doceniać. A wtedy przestaje być taki szary.

Rzeczywistość z innej perspektywy

Po powrocie z szarego końca do obecnego punktu różnie może być. Możesz na przykład nie ustawiać się już w takim rzędzie z innymi i dziwić się istocie polowania, w którym brałeś udział. Możesz mieć poczucie, że zaakceptowałeś swój koniec, więc cokolwiek się stanie będzie dobrze, bo znalezienie się tam nie jest już dla Ciebie dramatem. Co to za dramat, jeśli w każdej chwili sam możesz się tam udać?
Będzie Ci dobrze, jeśli oswoisz to, co wydaje Ci się najgorsze (bo może po prostu Ci się tak wydaje). Być może nie tylko okaże się, że da się z tym żyć, może jeszcze bardziej poczujesz, że tam zaczyna się pewnego rodzaju szczęście, którego nie ma nigdzie indziej. Swoiste szczęście w nieszczęściu. Być może tylko tak możesz stać się lepszym, najbardziej we własnych oczach, bo znaczenie tych innych może mieć już nieco inne znaczenie.

Podsumowując – nie jesteś gorszy, ale jeśli koniecznie się przy tym upierasz to ustal o co Ci tak naprawdę chodzi, wyobraź sobie i poczuj się jak ktoś najgorszy.  Może będzie to skuteczny bodziec, żeby przestać bawić się w chęć bycia lepszym od osób, wobec których w największym stopniu możesz być sobą.  Zaakceptujesz to, jacy są inni. W końcu zajmiesz się sobą. To może być bardzo uwalniające doświadczenie :)


Podziel się w komentarzu swoją refleksją lub doświadczeniem w kwestii porównywania się z innymi, polowania i konfrontowania z byciem gorszym.


Przekaż ten tekst komuś, kogo lubisz :)


Zapisz się do newslettera! :)

  • Zawsze irytowało mnie to, jak ktoś próbował porównywać dwie osoby. Przecież każdy jest inny, każdy z nas ma inne mocne strony :)

  • Jako dziecko zawsze byłam porównywana do moich koleżanek…oczywiście zawsze koleżanki były tymi lepszymi, z lepszymi ocenami :D Dziś widzę, że często porównuję się do innych osób, co nic dobrego nie przynosi…wręcz przeciwnie… zakopuje tylko moje poczucie wartości, więc staram się tego nie robić i kiedy łapię się na tym, po prostu tłumaczę sobie, że to nic nie przyniesie i zmieniam swój tok myślenia :)

  • Mnie za to straszliwie irytuje porównywanie dzieci, zwłaszcza wśród młodych nawiedzonych matek Polek z misją. „A mój Dominiczek już sika do nocniczka”, a „A mój Krzysio już woła gaga”, „A mój Maciuś zajął drugie miejsce na olimpiadzie”. Zawsze się wtedy zastanawiam, jak wielkim patolem jestem jako rodzic, że pozwalam swoim dzieciom rozwijać się w swoim tempie :)
    I czy to trochę nie jest tak, że swoimi dziećmi tak ostentacyjnie chwalą się ci rodzice, którzy nie mają czym innym.

    • Dzieciom porównywanie raczej w niczym nie jest potrzebne, a Twoje mocne podsumowanie w moim odczuciu jest bliskie prawdy ;)

  • Chyba mam we krwi to, o czym piszesz, bo choćbym chciała, nigdy mi to porównywanie się z innymi nie wychodziło. Zawsze uważałam to za jakieś bez sensu. Szkoda, że inni tak nie uważali i już w podstawówce ponaklejali mi z tej okazji tysiące etykietek typu „zdolna ale leniwa”, czy „nonszalancka”, tylko dlatego, że nie zależało mi na wyścigach i rywalizacji. Do dziś je muszę odklejać. A co do projekcji, to nawet bez porównywania się to cholerstwo działa. Mnie to już bawi, jak często coś, co mnie naprawdę drażni w innych, to dokładnie moja cecha :) Można się wiele ciekawych rzeczy o sobie dowiedzieć patrząc na innych :)

    • Zgadzam się z projekcją – dla mnie jest jednym z bardziej fascynujących zjawisk w obszarze poznawania siebie ;)

  • Sylwia

    Genialnie napisany tekst :) Samo życie

  • Bardzo mądry wpis :) Pozdrawiam

  • Tomasz Pachoł

    Nie uciekniemy od porównywania się do innych. Bardziej należy się skupić na tym, w jaki sposób radzić sobie z negatywnym obrazem siebie oraz jaki mam stosunek do innych kiedy dostrzegam przewagę nad nimi.

  • Świetny tekst. Ostatnio podobnie analizowałam sobie w głowie dlaczego tak jest, że się porównujemy. Nawet delikatnie zahaczyłam o temat we wpisie na blogu. Bardzo lubię do Ciebie zaglądać :) Pozdrawiam!

  • ciekawy wpis, właśnie często się porównuję i czuję, że rywalizujemy czasem z Siostrą i to męczy bardzo psychicznie

    • A po co Ci ta rywalizacja? :) Z pewnością widzisz przynajmniej kilka powodów, dla których warto byłoby z tym skończyć, więc postaraj się o to zadbać :) Powodzenia! :)

  • Dziękuję za to ćwiczenie z postawieniem się na szarym końcu. Mój koniec bynajmniej nie okazał się „szary”, wprost przeciwnie, pełen był blasku i delikatnych pasteli. Jeśli chodzi o moje refleksje na temat porównań z innymi to skutecznie mnie z tego wyleczylo praktykowanie self-compassion, w myśl którego nie myślę już na zasadzie ” w czym jestem lepsza/gorsza”, ale : ” Czym się odróżniam”. To bardzo pomaga w zdrowym zaakceptowaniu siebie i innych takimi, jakimi jesteśmy, bez zbędnych porównań :-) Pozdrawiam!

    • Rzeczywiście w odejściu od porównań perspektywa własnej unikalności bywa bardzo przydatna. Dziękuję, że podzieliłaś się swoim doświadczeniem :)

  • Ja znowu trochę przewrotnie skomentuję ;) Porównywanie bywa motywujące. Podam przykład: „jeśli nikt tego nie rozwiązał, to ja to spróbuję zrobić.” Chodzi mi o sprawdzanie siebie, podejmowanie wyzwań. Przypomniało mi się też takie przeczytane gdzieś w internetach powiedzenie „”Wielcy ludzie rozmawiają o ideach, przeciętni o rzeczach, mali ludzi rozmawiają o innych ludziach.” Wiem, że to bardzo oceniające i kategoryzujące zestawienie, ale najbardziej mnie dziwi to, ile energii ludzie marnują na rozmowy o innych ludziach, a jak mało na rozmowy o ideach ;)

    • Jeśli porównywanie się niesie dla kogoś korzyści i jest pozbawione zaniżania swojej wartości to być może nie jest szkodliwe, w większości jednak wydaje mi się ten mechanizm zbyt mocno rozwinięty. A propos rozmawiania o innych – przydałaby się kampania „zajmij się sobą” :)

  • Porównywanie się z innymi może być dla nas dobre, jeśli czerpiemy z tego naukę i osoby z którymi się porównujemy motywują nas do działania. Niestety często porównywanie się z innymi działa na nas destrukcyjnie i przygnębiająco.