16 sierpnia 2015 Kasia Potasznik 18Comment

Czemu jest tak, że motywacyjne prawdy objawione przekazywane przez tak wielu, przepisywane po stokroć nie przynoszą efektów, które są ich treścią? Gdzie jest to obiecywane szczęście i sukces, jeśli go nie ma?

road-867991_1280

Wielu pewnie dostrzega, że pomimo ogromu motywacji wysypującej się zewsząd, nie zmienia się zbyt wiele. I nie dlatego, że jakiekolwiek przesłanie jest banałem, które przyjemnie brzmi i dobrze się sprzedaje tylko dlatego, że nie trafia w poczucie siebie. Zupełnie nie rozumiesz co to konkretnie dla Ciebie znaczy. Wiesz, że mowa o czymś atrakcyjnym, robi się przyjemnie kiedy to do Ciebie dociera, bo pewnie gdzieś w środku bardzo tego chcesz i zgadzasz się z tym, ALE…

Przykro mi nie będzie tak, że po usłyszeniu albo przeczytaniu treści mówiącej o tym, że jesteś wspaniały takim się staniesz. Nie jestem pewna czy mniej wysiłku nie będzie Cię kosztować akceptacja obecnego stanu niebycia wspaniałym niż jakakolwiek zmiana i dążenie do bóg wie czego.

Przykro mi, ale jest ryzyko, że w głębi duszy (co znaczy, że możesz nie być tego świadomym) możesz być kimś beznadziejnym, słabym, zalęknionym, nieufnym i może jeszcze kimś innym.  I ten ktoś rękami i nogami zasłania się przed byciem kimś lepszym i robieniem czegoś więcej. W gruncie rzeczy wydaje się to logiczne.

Gdybym była kimś takim beznadziejnym to prawdopodobnie chowałabym się za innymi osobami, nie brałabym odpowiedzialności za siebie, wszędzie widziałabym czające się niebezpieczeństwo, a każdego uznawała za wroga. I pewnie gdybym usłyszała, że „mogę wszystko” to pomyślałabym „wow, brzmi przyjemnie”, ale miałoby się to do mojego poczucia samej siebie jak pięść do nosa. I pewnie przyjemnie byłoby posłuchać ludzi, którzy potrafią robić wspaniałe rzeczy i czują się ze sobą nieźle, ale gdybym była beznadziejna nigdy bym nie próbowała wyobrazić sobie jakiejkolwiek zmiany i rozwoju. Wybrałabym w obrębie własnych możliwości bezpieczne przeżycie życia. Pół biedy, gdybym była tego wszystkiego świadoma.

Toteż jeśli mnie zapytasz czy wszechobecna motywacja to ściema to powiem Ci, że tak, a potem dodam, że nie. Tak, dlatego, że dla Ciebie to może być stek bzdur, który nie sprawdzi się w dłuższej perspektywie, bo może być zupełnie poza Twoim obecnym zasięgiem. To trochę tak, jakbym opowiadała o pięknym krajobrazie osobie, która nic nie widzi – mówię, co widzę? Mówię. Czy ona może powiedzieć, że oszalałam, bo takie piękne rzeczy nie istnieją? Może.  Nie znaczy to jednak, że człowiek nie może osiągnąć albo być kimś więcej. Owszem może i owszem są ludzie będący tego przykładem, ale trzeba ruszyć w tym kierunku znając swoje wewnętrzne zaplecze i chcieć się z nim spotkać.

Motywacja, o której piszę, jak dla mnie, skuteczna jest i warto z niej korzystać w ramach wspierania procesu zmiany, jeśli się na nią decydujesz, ale sama w sobie nie jest wystarczająca do jej osiągnięcia. I może tu tkwi ten drobny, acz istotny szczegół. Zmiana swojego sposobu myślenia to proces, wcale nie krótki i wcale nie prosty, choć w moim uznaniu wart każdego wysiłku, bo to on często prowadzi do wielu niesamowitych rzeczy. Jeśli przez chwilę poczujesz, że jesteś fantastyczny mimo, że jesteś beznadziejny to może na tą chwilę to dobrze. Tylko może dobrze byłoby mieć tak dłużej i przyjrzeć się swojej beznadziei, czy innemu ograniczeniu zastanawiając się czy tak rzeczywiście jest. Bo, jeśli nie jest i jeśli sam się do tego przekonasz to uwierz, że dyskusja nad istotą życia i świata nie ma będzie miała znaczenia. I może przestaniesz gonić za sukcesem, zdefiniujesz swoje szczęście i okaże się, że jest ono prostsze niż mogłoby Ci się kiedykolwiek wcześniej wydawać. A czy to brzmi banalnie i czy jest prawdą możesz odpowiedzieć sobie sam. Albo i nie, wszak to Twój wybór.

(PRZECZYTAJ DRUGĄ CZĘŚĆ TEKSTU O MOTYWACYJNYCH HASŁACH)

Podziel się swoją opinią na ten temat w komentarzu, chętnie przeczytam, co o tym sądzisz.

Jak zawsze, możesz podzielić się tym tekstem z innymi :)

I możesz zapisać się do newslettera tutaj!

podpis

  • Dobrze napisane. Coś w tym jest, że tej motywacji tyle wokół, a jakoś efektów nie widać. Ciężko zmienić tok myślenia, ale na pewno warto. Sama próbuję to zmienić i sama szukam sposobu, by zmotywować lepiej, efektywniej, na dłużej.

  • Izabela Kornet

    Owszem, zamiana sposobu myślenia to baaardzo długi proces. I wciąż zmienny. Od ponad roku czuję, ż coś robię, że działam, że moje życie naprawdę się odmieniło. Od tego momentu także kilka razy zmieniałam kurs – bo jak człowiek zaczyna naprawdę pracować na swoje życie, to wciąż się wszystko przewraca do góry nogami, występują nowe sytuacje, odchodzą i przychodzą nowe możliwości. Taka powszechna motywacja też czasami daje mi kopa, bo bywają dni, że zapominam po co to wszystko robię i wtedy mały bodziec przychodzi mi na ratunek :)

    • Dzięki za Twój komentarz, dobrze czytać o takich doświadczeniach :)

  • Co_na_regale

    Ja wychodzę trochę na przekór temu, co mówi wielu ludzi – że trzeba stawiać sobie wysoko poprzeczkę. Jestem typem, który bardzo nie lubi rozczarowań i niesamowicie się nimi demotywuje. Dlatego, zamiast od razu skakać na rekord, próbuję zawieszać poprzeczkę coraz wyżej. Na rekordy przyjdzie czas, ale nic na łapu capu. ;)

  • Wojtek

    zgadzam się; te wszystkie papki motywacyjne, jakkolwiek wzniosłe i słuszne by nie były, zawsze będą czyimiś papkami; kolejnymi mądrościami, które słyszymy całe życie, a które nic dla nas tak na prawdę nie znaczą bo ich nie czujemy, nie są nasze; to tylko bodźce, które stymulując nas nie pozwalają poznać samego siebie, ale to już chyba temat na inny tekst ;)
    Pozdrawiam i życzę wspaniałego dnia!

    • Cześć Wojtku! To jest właśnie ten paradoks, treść sama w sobie jest zazwyczaj w porządku, ale niestety staje się swoją karykaturą.

  • Mysle, ze istnieje cos w rodzaju hurra motywacji na amerykanska nute, ze wszystko musi sie udac, ze wszystko uda sie osiagnac, jezeli tylko tego wystarczajaco chcesz, choc czasami takie postawianie wszystkiego na jedna karte i osiaganie czegos za wszelka cene prowadzi do pyrussowych zwyciestw (ktore w rzeczywistosci sa kleskami, bo szwankuje zdrowie, opuszcza nas rodzina itp). Sama jestem zwolenniczka optymizmu i motywacji ale z glowa, rozsadkiem i umiarem. Pozdrawiam serdecznie Beata

  • Z wykształcenia jestem handlowcem, ale tego nie znoszę. Staram się robić to co kocham, non stop się rozwijać, poprzeczka idzie w górę tym bardziej że mam milion pomysłów na minutę, ale są osoby które chcą tą kreatywność i chęć rozwoju w mnie zgasić, ale wiem że ciężką pracą pokaże na co mnie stać :)

  • Jeśli w stu procentach nie czujemy tzw. bluesa i tak naprawdę nie mamy ochoty opuszczać naszej strefy komfortu, to motywacyjne gawędy możemy między bajki włożyć. Jeśli ktoś chce zmian i chce tego szczerze, to znajdzie sposób na to, by się zmotyować. Bez żadnych poradników.

  • Te teksty same w sobie nie zmienią człowieka, racja. Bez względu na to jak mocno będzie się w nie wierzyć i próbować spełniać, często wbrew sobie. Jednak kiedy człowiek gdzieś w głębi sam zaczyna się z siebie zmieniać czy pod wpływem jakiegoś impulsu będzie to odbierał za motywujące teksty.Ale chcąc je wprowadzać na silę na pewno nie działają, przynajmniej u mnie tak bylo.

  • Hanna Engel

    Wow. Tekst sprowadza na ziemię. Jednocześnie w całej swojej przekorze świetnie motywuje ;] nie jest przelukrowany i wyróżnia się z tłumu haseł, któe słyszałam już milion razy. Świetna robota!

  • Ja osobiście uważam, że różne motywacyjne teksty mogą dodać kopa do działania i skłonić do przemyśleń, bo mnie samej często pomagają. Jednak mam też świadomość, że aby coś osiągnąć trzeba włożyć w to dużo pracy, tej zewnętrznej i wewnętrznej – nad sobą. I co najważniejsze zachować w życiu balans, bo praca, sukcesy i pieniądze nie powinny stać się sensem życia.

    • Jasne, o ile nie są podstawą rozwoju, to punktem wyjścia już jak najbardziej.