22 października 2015 Kasia Potasznik 25Comment

bike-986980_1280

Zanim cokolwiek napiszę, chcę cię uprzedzić, że możesz zareagować na ten tekst myśląc, że jest to daleko idąca przesada.  Szanuję to, możesz w każdej chwili kliknąć w krzyżyk :)

„Muszę” jako presja językowa
Niedawno zaczęłam przyglądać się używanemu powszechnie sformułowaniu „muszę”. Nie jest to jedyny przykład, kiedy nasz język wymusza używanie sformułowań, którym jeśli się przyjrzeć i zastanowić nad ich głębszym znaczeniem to okazują się nieadekwatne. A, jeśli jest tak, że słowa są odzwierciedleniem naszych myśli to język polski sprawy nie ułatwia. W przypadku słowa „muszę” okazuje się, że korzystamy z niego nie tylko wtedy, kiedy czujemy się do czegoś zmuszeni, ale  również wtedy, gdy mamy zrealizować swoje potrzeby lub kiedy po prostu czegoś chcemy. W efekcie „musimy się wykąpać”, „musimy iść spać”, „musimy coś zjeść”.  „Musimy spotkać się z kimś”, „Musimy w końcu zadbać o sprawę tą lub inną”, „Musimy zadzwonić”. I jeśli za każdym razem używając słowa „muszę” pewna część nas czuje się do konkretnej czynności przymuszona to wygląda to kiepsko.

Proponuję Ci na początku przyjrzeć się skali formułowania swojego „muszę” i sprawdzenia na ile jest to zaawansowane i adekwatne do konkretnej czynności. W kolejnym kroku spróbuj inaczej formułować swój przekaz. Rób to czego „chcesz” i „potrzebujesz”.  Szczególnie „potrzebuję” używane zamiennie do „muszę” na początku może wydać Ci się trochę nienaturalne, ale jeśli będziesz pamiętać o tym, że za tym słowem stoi potrzeba, a nie przymus po pewnym czasie przywykniesz i będziesz mówić w ten sposób naturalnie.

„Muszę” jako presja zewnętrzna
Tutaj znów będzie o nas, jako brzdącach, kiedy to zaczyna tworzyć się nasz świat. Chcąc nie chcąc musimy wtedy podporządkować się systemowi zewnętrznemu. Mniej lub bardziej staramy się wówczas z tym walczyć, ale w efekcie stając przed wyborem „albo ja, albo to, co mówią inni” często podporządkowujemy  się światu odrzucając własne pragnienia. Od tej chwili jesteśmy kimś, kto uzależnia swoje wybory i działania od tego, co jest przyjęte na zewnątrz. Dygresyjnie tylko zwrócę uwagę na skalę odsunięcia się w ten sposób od samych siebie. Nie dziwi więc, że wszystko co z zewnątrz raczej kategoryzujemy jako „muszę”. Warto jednak sobie to uświadomić i przeformułować myślenie.

Nie da się żyć bez żadnego podporządkowania światu, w którym żyjemy, ale wówczas dobrze byłoby pomyśleć o tym jak o czymś normalnym. Tak samo jak oddychamy i nie da się inaczej, tak samo są pewne określone elementy systemu, które należy zaakceptować i takie myślenie ułatwi życie. Teraz pytanie, skąd wiedzieć czy coś z zewnątrz należy zaakceptować czy coś należy zmienić. Uważaj!  Trzeba się temu przyjrzeć :) Jest różnica między zapinaniem pasów w samochodzie, płaceniem podatków a robieniem czegoś po to, żeby spełnić czyjeś oczekiwania. Jeśli kiedyś pisałam, że Twoje oczekiwania wobec innych to droga na manowce, to dobra wiadomość jest teraz taka, że Ciebie oczekiwania innych też nie dotyczą. Takie to jest wiesz… „wolnoć Tomku, w swoim domku”. Tylko najpierw go sobie zbuduj :)

„Muszę” jako presja wewnętrzna
Taaak, jakby tu określić tą drzemiąca w nas otchłań. Wprost może. To zjawisko jest jak potop, szwedzki być może. Czujemy się zmuszeni do niemal wszystkiego, co  nie wypływa z naszej świadomej i autentycznej woli. Jesteśmy zmuszeni do tego, co robić, jak się zachować, jak myśleć i wyglądać, bo jesteśmy przekonani,  że mniej lub bardziej wyimaginowany „ktoś” tego oczekuje. Na tychże oczekiwaniach budujemy własne, często horrendalne, oczekiwania, ponieważ łączymy je dodatkowo z poczuciem własnej wartości i potrzebie bycia kimś takim, jakim trzeba być. I cóż, robi się gęsto. Tworzy się w głowie taki mały hejter, który ciągle czegoś  chce, któremu ciągle mało i który ciągle nas do czegoś zmusza. Presja zewnętrzna wobec wewnętrznej to mały pikuś, choć druga z pierwszej wynika.

Samodzielne myślenie w takiej sytuacji staje się niestety coraz bardziej ograniczone. Ale nie bez przyczyny Misiu tutaj jesteś!  To się wszystko da odkręcić, jeśli tak zdecydujesz, a ja Ci w tym pomogę :)

Ja wobec presji przyjęłam świętą zasadę, która mnie przed nią chroni, że kiedykolwiek wyczuwam, że coś muszę to robię krok do tyłu i rezygnuję. Nie czuję się do niczego zmuszana, a jeśli nie da się czegoś uniknąć wówczas nie ma sensu o tym myśleć w kategorii „muszę”. Czasem przez to potrzebuję dłuższej drogi, żeby gdzieś dotrzeć, ale za to jestem zdrowsza, moje „teraz” duże piękniejsze, a w efekcie czuję się niemal wolna od jakiejkolwiek presji, z czym żyje mi się zdecydowanie lepiej.


Jak Ty sobie radzisz z różnego rodzaju presją? Podziel się w komentarzu! :)


Jeśli spodobał Ci się ten tekst, daj temu wyraz śląc go dalej :)


  • Może faktycznie więcej razy mówimy ,,muszę” niż ,,chcę”, jednak dopiero Twój wpis nam to uświadomił :) Postaramy się to zmienić.

  • Nie ma u mnie takiego wyrazu jak presja :) robię to co uważam za słuszne, ale rady zawsze wysłucham

  • Ja podchodzę do tego, że jedyne co musimy to umrzeć oraz to, że kobieta w ciąży musi urodzić (lub poronić), ale wyjścia innego nie ma. Po za tym nic nie muszę, a tylko chcę. Kiedyś mi to ciężej przychodziło, ale obecnie… mam dobry stosunek do tego co „muszę”.

  • Kurcze, nigdy nie zwracałam uwagi na to, że „muszę” to takie sformułowanie, które strasznie ciśnie naszą psychikę i niejako sprawia, że sami sobie narzucamy pewne normy czy zadania do wykonania. Trzeba nad tym popracować :)

    • Ja kiedy zaczęłam się temu przyglądać też byłam bardzo zaskoczona, ale pomogło mi to używać zamienników :)

  • Ja „muszę” też odczuwam jako presję i bardzo nie lubię tego określenia. Twój sposób na muszę jest bardzo ciekawy i warto samemu zastosować :)

  • hmm, ciekawe podejście, chyba rzeczywiście nadużywamy tego słowa!

  • Tak apropos przymusu wewnętrznego i zewnętrznego, to tak mi się skojarzyło, że Brytyjczycy mają na ich określenie dwa różne słowa. Też staram się nie używać zbyt często słowa muszę, staram się je zastępować innymi.

  • Presję wybieramy na sobie jako kobiety. Jesteśmy w tym mistrzyniami, niestety. Mężczyźni mają więcej luzu w podejściu do życia.

  • Kasiu, bardzo fajnie, że o tym piszesz. Mam poczucie, że zwłaszcza my kobiety łatwo poddajemy się wszystkim muszę, zewnętrznym i wewnętrznym. Jako dobra matka, muszę prać, prasować, mieć zawsze czysty dom, dbać o męża… Od kiedy dotarło do mnie że nic nie muszę, że mogę wybrać, żyje mi się lepiej :)

    • O tak, perspektywa wyboru zdecydowanie ułatwia odejście od przymusu :)

  • Dopiero teraz zorientowałam się ile razy dziennie wypowiadam słowo „muszę”…

  • Mój partner zawsze mawia, że musi tylko umrzeć – to jedyna rzecz, którą musi ;)

    • Dobrze mówi :)

    • Agu Byr

      Jak sie dobrze przezyje zycie,odchodzic latwiej,bez presji;)

  • Ja chyba od zawsze mam tak, że kiedy tylko czuję jakąś presję z zewnątrz, to od razu moja motywacja do zrobienia tego czegoś spada do zera. Jakby jakiś bunt we mnie narastał. Są nawet przypadki, że nie zrobię czegoś tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś mnie naciska. Wiele razy spotkała mnie krytyka z tego powodu,ale ja się z tym dobrze czuję. Wolę właśnie tak jak Ty zrobić krok w tył. Nie muszę chyba dodawać, że nigdy nie nadawałam się do pracy w której miałabym jakiegoś szefa stale wydającego mi polecenia. Nienawidzili mnie ci szefowie:)

  • Już dawno to zauważyłam – i często zwracam uwagę: Musisz?Czy CHCESZ? A jeśli chcesz, to dlaczego?
    Inna sprawa, że z zamiennikami tego słowa też trzeba uważać, bo np „powinnam” też wywiera presję plus dodatkowo wyrzuty sumienia.

    • Słuszna uwaga, dla mnie „chcę” i „potrzebuję” pasują idealnie :)

  • Bardzo ciekawy temat – samemu przez długi czas zamęczałem się stwierdzeniami w stylu
    „muszę iść do sklepu”. W końcu przejrzałem na oczy – bo czy to naprawdę jest przymus? A może błogosławieństwo którego tak często nie dostrzegamy? Wielu ludzi marzy o takiej niezależności i możliwości wyboru, co włoży do koszyka. Podobnie wielu ludzi marzy o pracy do której my „musimy” chodzić.
    Dawid

  • Bardzo interesujący temat. Wydaje mi się, że większość z nas żyje w przekonaniu, że wiele „musi”. Ja widzę to sama po sobie. Jestem bardzo wymagająca wobec siebie i zmagam się ze swoim wewnętrznym głosem, który mówi mi, że „muszę” to i tamto. Kiedyś non stop używałam też słowa „muszę”. W momencie, kiedy zaczęłam zwracać uwagę na to co mówię i wyeliminowałam to słowo, czuję zdecydowanie mniejszą presję na sobie. Taka mała rzecz, a robi dużą różnicę.