1 kwietnia 2015 Kasia Potasznik 0Comment

Wartościowy odpoczynek to towar na ludzkim rynku dość deficytowy. Wobec niekończących się spraw do wykonania, naglących deadlinów i tematów do zrobienia na wczoraj wielu osobom trudno przy zdrowym rozsądku uznać „ok, niech to sobie będzie, a ja odpoczywam”. Nie do pomyślenia, prawda? W rezultacie biegniemy w tej własnej rzeczywistości docierając w końcu do punktu, w którym mamy wszystkiego serdecznie dosyć. Być może idziesz wtedy spać, włączasz serial, czyli de facto i tak poddajesz się odpoczynkowi, ale jest on nieefektywny, ponieważ jednocześnie masz poczucie winy tego strasznego „marnowania czasu”. Kurcze, kosmos.

Spróbujmy spojrzeć na temat inaczej. Można potraktować odpoczynek jako naturalną część swojego życia realizując go jak każdą inną czynność. Spodziewam się, że może być trochę nieswojo tak sobie usiąść po prostu i nic nie robić lub robić coś „bezużytecznego”. Tym bardziej, jeśli z tyłu głowy napadać będą wszystkie niewykonane czynności i aktywnie działający przelicznik proporcji zmarnowanych minut wobec potencjalnie bardziej użytecznych czynności. I w zależności od tego, jak głębokie „stadium nie odpoczywania” u siebie dostrzegasz, tym trudniej będzie Ci na początku wdrożyć odpowiednie rozwiązania, ale, jak zwykle, warto stawiać pierwsze kroki. Warto przede wszystkim nabrać przekonania, że taka bieganina to jest błędne koło, z którego nie ma wyjścia bez uświadomienia sobie jego istnienia. Dwa, należy nabrać przekonania, że odpoczynek jest inwestycją (tak, to też może się opłacać!) w twórcze i bardziej efektywne funkcjonowanie po jego zakończeniu. Trzeci element to znalezienie takich własnych sposobów, przy których się zrelaksujesz i pozwolisz głowie chwycić inną częstotliwość, która pozwoli Ci lepiej działać.
Przeczytaj także o złotych zasadach odpoczywania –  tutaj :)