29 lutego 2016 Kasia Potasznik 3Comment

bridge-10820_1280

Jeśli znasz moją ścieżkę rozwoju to wiesz, że zaczęłam poznawać siebie od stwierdzenia „będę szczęśliwa”  i tak mi rzeczywiście zostało (tutaj przeczytasz jak to było). Postanowiłam widzieć siebie w dobrym świetle, mieć przyjazny stosunek do ludzi i świata i być dobrej  myśli, jeśli chodzi o przyszłość. Takie trochę podejście „wow” na każdej linii. Zderzając się jednak z optymistycznymi bodźcami z zewnątrz miewałam mdłości na niektórego rodzaju infantylne treści. Czułam, że stoję po tej samej stronie, a jednak widzę to nieco inaczej. Zadawałam sobie również pytania o momenty nieszczęścia  w szczęściu i dylematy bycia hipokrytką w sytuacji, w której trudno było o uśmiech na twarzy, bo jednocześnie pojawiało się „no hej, gdzie to Twoje szczęście?”. Zawsze dobrze czułam się w szczęściu, natomiast proces mojego rozwoju i dojrzewania sprawił, że takie – określę to jako „amerykańskie uhaha” – trochę przestało przystawać  do rzeczywistości, a szyld „optymistki” i bycia w zgodzie z nałożonymi na siebie założeniami potrzebowałam nieco przebudować.

Szczęście w nieszczęściu, czyli samooszukujący się optymizm

Jeśli w czyimś życiu wszystko i zawsze jest super w momencie kiedy w rzeczywistości od niego odbiega, to mamy  do czynienia z opowiedzianym sobie szczęściem. Na powierzchni rzeczywiście będzie dobrze, ale pod spodem niekoniecznie. Im solidniej stworzona konstrukcja „wszystko jest dobrze” tym trudniej o dopuszczenie  do siebie „w ogóle nie jest”. Nad dylematem próby wyciągania siebie lub kogoś z oszukiwania już kiedyś napisałam w tekście „wymyślanie świata” i otwarcie pozostawię tą kwestię do namysłu.

Ja siebie swoim optymizmem kiedyś troszeczkę oszukiwałam, ale ani tego nie żałuję, ani nie mam do siebie o to pretensji, bo też troszeczkę siebie w ten sposób uratowałam.  Nie mogłam być szczęśliwa naprawdę, więc byłam na niby.  Równoległy scenariusz oczywiście nie istnieje, ale gdyby istniał to pewnie byłabym nieszczęśliwa z tym samym poziomem swojej świadomości. Jeśli oszukiwanie siebie prowadzi ostatecznie do prawdy to mnie to osobiście mocno cieszy, ale jeśli człowiek przez całe życie nie chce poznać prawdy i jest mu z tym dobrze, to też dobrze,  bo co mi/nam do tego?

Droga donikąd w poszukiwaniu szczęścia

Kolejny aspekt, któremu optymizm może przeszkadzać to sedno szczęścia, czyli to, czym ono tak właściwie jest. Ogólne samopoczucie szczęścia nie powinno być warunkowane dodatkowymi powodami. Jeśli szukamy powodów do szczęścia i naginamy rzeczywistość chcąc, żeby było lepiej niż jest to paradoksalnie nieco się od tego szczęścia oddalamy, bo szczęście znajduje się właśnie w tym „jest”. A kiedy nie jesteśmy do końca do tego przekonani to poszukujemy zapychaczy szczęścia. Wówczas staje się to drogą donikąd, ponieważ nie ma szczęścia tam, gdzie go szukamy.

Wiecznie źle, czyli uciekający pesymizm

Malkontenctwo, czyli ciągłe niezadowolenie i widzenie wszystkiego w ciemnych barwach w moim uznaniu jest podobne do oszukiwania się w tym, że jest dobrze. Wygląda to na inaczej ubrane dwie strony tego samego medalu uciekania przed rzeczywistością. Tutaj jednak nie robimy z siebie bohatera tylko ofiarę i za wszelką cenę próbujemy pokazać światu nasz zły los. Źródło nie jest ważne, ważne jest, że jest źle. Nie jest też ważne jak zmienić stan rzeczy. Podobnie jak powyżej, jeśli ktoś  tak potrzebuje, nie czuję konieczności zbawiania na siłę.

Schemat w obu przypadkach mamy podobne: w pierwszym ciągle jest dobrze, w drugim ciągle źle, w obu przypadkach w zgodzie ze stworzoną sobie rzeczywistością.

Budujące kryzysy, czyli smutek smutkowi nierówny

Kiedyś myślałam, że jeśli człowiekowi jest źle to wszystko jedno, jaki ma charakter taki stan, bo w każdym wypadku nie jest to dobre, bo przecież chodzi o szczęście. Dziś jestem bogatsza o świadomość pewnej złożoności, którą podzielę się  z Tobą.

Kiedy występuje sytuacja, która wzbudza silne emocje to nie ma znaczenia jakie to są emocje, ma znaczenie jaki jest Twój do nich stosunek. Jeśli nie dopuszczasz do siebie emocji, które potrzebują wybrzmieć to przede wszystkim nie funkcjonujesz tak, jak potrzebuje tego Twoja psychika. Smutek, smutkowi nie równy. Ten o charakterze pesymistycznym może mieć niewiele wspólnego z takim, który ciągle jest chowany gdzieś głęboko.  Psychologia mówi, że emocja ma charakter krótkotrwały, a stan trwa dłużej. W tym przypadku wybrany „mizm” jest stanem, który przyjmujemy świadomie lub nie,  natomiast w każdym z tych przypadków z emocjami, które pojawiają się w danej chwili można być na bakier lub przyjmować w pełni.

Także jeśli kiedyś zastanawiałam się czy optymista może  płakać to sądzę, że tak, bo tak funkcjonuje człowiek. Jeśli optymistą jest ten, kto pogodnie podchodzi do życia to znaczy, że przyjmuje całe jego spektrum, a więc i własne stany i emocje, nawet jeśli są brzydkie i nieprzyjemne. Z uśmiechem też można je przyjąć.

Pierwszy raz kiedy doświadczyłam stanu, który był absolutnie nieprzyjemny i kiedy myślałam, że żegnam się z życiem, bo było mi tak źle – równolegle część mnie cieszyła się, że nastąpił przełom, w którym otworzyłam się na siebie.  Czy byłam wtedy pesymistką czy optymistką? Nie byłam nikim, byłam sobą i zrozumiałam, że te podziały są dosyć umowne.

Piękno rzeczywistości

Kiedy postanowiłam założyć kierunek spełnienia krążyły we mnie pytania dotyczące cienkiej granicy między inspirowaniem do prawdziwego szczęścia a byciem infantylną. Starałam się unikać nadmiernego, choć naturalnego mi zachwycania się życiem, które mogłoby zostać odebrane jako to „amerykańskie uhaha”. Czułam jednak szczery zachwyt nad życiem i światem. A dziś nie mam żadnych oporów w pisaniu o pięknie rzeczywistości i świata. I kiedy w porannych postach na Facebooku piszę „mamy piękny dzień” to jest mi szalenie obojętne czy komuś to brzmi infantylnie czy nie, ponieważ autentycznie tak czuję.

Szczęście i piękno tkwi w rzeczywistości jakakolwiek ona nie jest. Szczęście jest proste i tkwi w każdej minucie naszego życia, pod warunkiem, że przed nią nie uciekamy. Szczęściem jest móc przeżywać emocje,  szczęściem jest doświadczać tego, co nas spotyka, szczęściem jest móc dostrzegać piękno otaczającego nas świata. Szczęściu nie jest potrzebny ani szyld optymisty ani pesymisty. Szczęście jest głębokie, a jeśli płynie z rzeczy namacalnych stanowi jedynie imitację samego siebie. Szczęściu potrzebna jest prawda i bycie ze sobą szczerym.

Prawdziwego szczęścia Ci kochany Czytelniku życzę!


Podziel się proszę w komentarzu tym, jak wygląda Twoje szczęście – czujesz się pesymistą albo optymistą?


Będzie mi przemiło, jeśli udostępnisz ten tekst :)


Jeśli chcesz śledzić inspiracyjne posty na Facebooku – dołącz tutaj :)

Jeśli chcesz otrzymywać jeszcze więcej spełnieniowych treści, dołącz do NEWSLETTERA! :)

  • Jesteś pierwszą osobą, która ujęła to tak mądrze! Ja również wybieram realizm, a najbardziej odstrasza mnie „amerykański optymizm ” i infantylne treści, którymi można sobie zrobić więcej szkody niż pożytku.
    „Oszukiwanie” siebie, że już jest dobrze to świetna praktyka, dlatego też piszę w nawiasie, bo ja bym to nawet określiła „wyprzedzeniem rzeczywistości”. Natomiast źle się dzieje jeśli ktoś naprawdę się oszukuje, że jest szczęśliwy, ale tak naprawdę tylko zaglusza wewnętrzny ból. I zamiast rozwiązać problem, który go naprawdę unieszczesliwia, np. konflikt z rodzicami, taki ktoś uczy się języków, podróżuje, tańczy, śpiewa i niby bucha optymizmem, ale kiedy spojrzymy mu o oczy widzimy, że on tylko meczy się w ucieczce.

  • Ja też kiedyś oszukiwałam siebie i nie dopuszczalam tych gorszych stanów, emocji, smutku. A od kilku lat podchodzę już zdrowo do wszystkiego, trochę z dystansem i wiem, ze ma znaczenie to jak podchodzimy do danych sytuacji, nawet najgorszych. Uważam, że pozytywne myslenie ma ogromną moc i tak podchodzę do życia, a szczęście daje mi np.dzisiejsze piekne słońce..:)