31 października 2014 Kasia Potasznik 0Comment

paint-brushes-984434_1280
Akceptacja. Takie słowo, które przydaje się w słowniku codziennym. A szczególnie w wykorzystaniu wobec siebie samego. Akceptować siebie to znaczy dawać sobie prawo do wyglądania, zachowywania się i odczuwania w sposób, jaki ma miejsce tu i teraz. Akceptacja pozbawiona jest umniejszania sobie i kopania pod sobą dołków. Znasz ten głos, który ciągle ci mówi, że powinieneś inaczej się zachować, lepiej wyglądać, robić coś więcej? Jasne, że tak. Każdy go zna, bo zadomowił się w nas na dobre i ani myśli o przeprowadzce, czuje się w nas świetnie i doskonale odnajduje w swojej życiowej roli.

Przeznaczę ten tekst, żeby napisać skąd wziął się ten krytyk wewnętrzny, bo to pozwoli lepiej zrozumieć jak sprawa wygląda. Gdy brakuje nam akceptacji dla siebie to dzieje się tak dlatego, że naszym zdaniem coś jest nie tak. Otóż będąc małym dzieckiem patrzyłeś na świat oczami, które nie porównywały się z innymi, robiły to co sprawiało im przyjemność i co uznawały za stosowne: tańczyły i śmiały się, gdy miały na to ochotę, szczerze mówiły co myślą i czują. Podlegały jednak kształtowaniu światu dorosłych, które co rusz sygnalizowało, że: „nie wolno”, „nieładnie”, „zostaw”, „przestań”, „nie krzycz”, „nie biegaj”. Nie dało się polegać na sobie i robić tak, żeby podobało się innym. W efekcie zdałeś się na uchodzących za mądrzejszych, a na pewno ustalających reguły. W tym momencie w mniejszym lub większym stopniu zostało utracone poczucie, że nie zawsze to co moje jest „ok”. Dziecko nie zastanawia się czy ma się akceptować, bo to jest oczywiste, ale z czasem coraz bardziej przestaje takim być. W pewnym momencie pojawiają się inne dzieci, które nie są takie jak Ty, a pewne „obiektywne” cechy wskazują na to, że są lepsze. Najprostszym sposobem wydaje się wówczas stać się takim jak ten lepszy ktoś.

Równolegle przedzierają się do nas różne instytucje i media mówiące o tym, że będąc takim i takim staniemy się lepsi. Proces ten kończy się tak, że pojawiają się kompleksy, porównywanie z innymi i „wbudowane” to, co i jak należy robić. Wyglądaj „tak”, koniecznie „rób to”, dostosuj się do obowiązujących norm po to, żeby stać się jedną z jakby wyprodukowanych przez społeczeństwo małp. Trochę jesteśmy wyprodukowani i trochę ma to znaczenie przy swojej akceptacji. Pewne rzeczy chcemy tylko dlatego, że ktoś coś kiedyś powiedział lub dlatego, że coś kiedyś zobaczyliśmy. Przez to dostęp do prawdziwego „chcę” jest utrudniony. Ale, ale! Jesteśmy tutaj po to, żeby to zmienić. Nie jesteśmy bezradni: trzeba odrzucić ziarno od plew i na ziarnie wzrastać.

Na marginesie: To, że przeczytasz tekst nie sprawi, że coś się w Tobie zmieni, potrzebujesz jeszcze chwili refleksji i zrobienia czegoś konkretnego. To jest tak, jakbyś znalazł przepis na pyszną potrawę i skończył na tym, że go przeczytałeś. Lepszym kucharzem od czytania przepisów przecież nie będziesz.



# JEST MISJA!



* Weź kartkę i długopis.

* Zapisz trzy (lub więcej) „rzeczy, które chciałbyś”:
w sferze wyglądu, osiągnięć, przedmiotów materialnych i różnych innych obszarów.

Np. Chcę być szczupły/a, Chcę mieć iphona, Chcę być jak…

* Teraz osobno dla każdej z tych rzeczy zastanów się nad poniższymi kwestiami
(nie przyjmuj zasłony w postaci „nie wiem” – wiesz tylko daj sobie czas):

– Skąd wiesz, że tego chcesz?

Pytanie tylko z pozoru jest dziwne, przyjrzyj się mu uważnie. Wiem, że jeśli chcesz czegoś to dlatego, że tego chcesz. Chodzi nam o nawiązanie do tekstu, czyli o tą nakładkę, że czegoś chcesz, bo coś z zewnątrz Ci tą chęć podsunęło.

– Po co Ci to?

*Podsumowanie:
Teraz, jeśli rozjaśniło się Ci się trochę w kwestii tych rzeczy, które zapisałeś to powinieneś trochę łatwiej odróżnić prawdziwą chęć od tej przyjętej. A więc dalszym krokiem niech będzie przyjrzenie i przyglądanie się temu czego chcesz i decydowaniu czy zgadzasz się postępować według „nakładki” czy może lepiej dopuścić do głosu swoje chęci, potrzeby i nimi się zajmować.

Oczywiście wiadomo, że jeśli na przykład chcesz biegać, bo biega Jennifer Lopez, którą uwielbiasz, to zastanawiając się nad tym i uwzględniając czynnik zewnętrzny prawdopodobnie nie przestaniesz tego robić i dobrze, ale chodzi o to, żebyś wiedział, że tak jest. A może wraz z utratą miłości do Jennifer nie przestaniesz biegać, bo okaże się, że Tobie też w duszy bieganie grało :)


Nie wiem, nie rozumiem

Daj znać, jeśli potrzebujesz pomocy w tej misji, chcesz ją skonsultować, albo podzielić się swoimi odpowiedziami. 


 

Podziel się w komentarzu swoim doświadczeniem z akceptacją :)