19 września 2016 Kasia Potasznik 2Comment

nic-juz

Przed nami druga część cyklu poświęconego przekonaniom, które stoją na drodze wprowadzenia zmiany. W pierwszej części przyjrzeliśmy się obawie o to, że się nie uda (przeczytaj tutaj), a tym razem o tym, że zmiana powoduje zmianę.

Obawa o to, że kiedy coś zmienimy to coś lub wszystko będzie inaczej to jeden z ciekawszych pomysłów naszej głowy. Rozłóżmy je na części pierwsze i spróbujmy wyjść im na przeciw.

CHCĘ CZY NIE CHCĘ?

Po pierwsze łączą się tutaj dwie opozycyjne strony: jedna chce zmiany, druga chce, żeby nic się nie zmieniło. W konsekwencji każda próba zmiany jest sabotowana przez tą część, która bardzo dobrze czuje się w tym, co zna. Lęk przed nieznanym jest logiczny. Obecny system naszego funkcjonowania sprawia, że wiemy co i kiedy robić. To jest szalenie wygodne i sporo ułatwia. Nie potrzebujemy się zastanawiać co będzie, jeśli będzie inaczej, bo „od zawsze” jest tak, jak jest i wiemy co to dla nas znaczy. Mamy pewien porządek, w którym funkcjonowanie jest dokładnie określone. I kiedy cokolwiek narusza nam ten porządek czujemy dyskomfort, ponieważ wymaga przyjęcia nowych rozwiązań, być może nauczenia się czegoś, a na pewno przyzwyczajenia do nowego porządku. Z tej perspektywy trudno samego siebie przekonać do zmiany. A, jeśli jeszcze zmiana wymaga wysiłku to… ojej. Dajmy sobie spokój. Jest dobrze, tak jak jest.

Dostrzegasz pewnie, że występuje tutaj pewne uogólnienie, ponieważ to nie do końca tak jest, prawda?

Nasza wewnętrzna niechęć do zmiany broni tylko swoich niezmienialnych interesów, dlatego umyka jej pewien ważny szczegół. Zmiana, czy tego chcemy, czy nie, i tak się dokonuje samoistnie. Nie dostrzegamy, że ciągle w niej uczestniczymy. A to, że jej nie widzimy nie sprawia, że jej nie ma. To tylko znaczy tyle, że nie chcemy się do niej ustosunkować. Jest inaczej bez względu na to czy sam się przyczyniasz do zmiany czy nie.

„Jedyną stałą rzeczą w życiu jest zmiana” Heraklit z Efezu

Przede wszystkim więc warto sobie uzmysłowić, jak dużą pracę wkładamy w postrzeganie rzeczywistości według kryterium niezmienności. Wszędzie Ci sami ludzie, zawsze ten sam smak jedzenia, wszystko na swoim miejscu? Chyba nie. Subtelnie detale naszej rzeczywistości zmieniają się nieustannie. W kilkudniowym, miesięcznym i rocznym efekcie przestajemy być tymi samymi ludźmi i dałoby się to zauważyć, gdybyśmy byli tym zainteresowani.

A skoro i tak coś się zmienia, możesz dostosować się do tego i samodzielnie wprowadzić zmianę lub choćby dopasować do tych, które się dzieją przestając ich unikać. To bardzo ułatwia rozbrojenie poczucia, że jeśli coś zmienimy to „nigdy nie będzie tak samo”, ponieważ już teraz „nigdy nie jest tak samo”.

DO WIELKICH RZECZY DOCHODZI SIĘ MAŁYMI KROKAMI

Ta sytuacja przypomina mi harmonijkę, która kiedy zostanie rozciągnięta maksymalnie (wtedy, kiedy rzucamy się dynamicznie na coś nowego) zwija się od razu do swojego złożonego kształtu. Przystosowanie do dostrzeganych przez nas zmian w sytuacji, kiedy są one oczywiste, wymaga czasu. Tutaj odwrotnie niż w poprzednim akapicie – wiedząc, że potrzebujemy czasu, aby się do zmiany przyzwyczaić postarajmy się zapewnić sobie komfort w postaci małych kroków. Możemy świadomie udawać, że nic się nie dzieje i w ten sposób trochę zminimalizować dysonans między punktem obecnym, a docelowym.

Warto też zrezygnować z nakładania na siebie wizji przyszłości, która zakłada, że w związku z naszym postanowieniem będziemy trzymać się określonego założenia, np. „od teraz nigdy już nie zjem słodyczy”. Nasz wewnętrzny opór przed zmianą będzie tym przerażony. Trzymaj się tego, co jest teraz, a przyszłość zostaw przyszłości. Możesz na przykład każdego dnia postanawiać o tym, czego chcesz. Dużo łatwiej trzymać się postanowienia przez jeden dzień niż przez całe życie.

WARTOŚĆ WYBORU

Możesz też uświadomić sobie, że w chwili, kiedy dokonujemy zmiany możemy w niej pozostać, ale również wrócić świadomie do tego, co było i przywrócić sobie to, czego utraty teraz się boimy. Jeżeli więc decydujemy się na zdrowy styl odżywiania to pamiętajmy, że zmiana idzie w kierunku tego, aby móc świadomie wybrać: biorę jabłko czy chipsy. W tej chwili, jeśli z jabłkiem Ci nie po drodze, tracisz możliwość wyboru tego, co zdrowsze. Teraz jesteś zmuszony jeść chipsy, bo nie potrafisz sobie powiedzieć „wolę jabłko”. A więc już teraz „nigdy nie jest, tak jak mogłoby być”. Widzisz to? Wybór jest wtedy kiedy w równym stopniu dostępne są nam wszystkie możliwości: mogę albo to, albo to – mam wybór. Kiedy sobie to uświadomisz, zobaczysz, że tracisz w tej chwili możliwość zrobienia kroku do przodu abstrahując od wszelkich strat w przyszłości.

Przeczytaj również:

Przekonania przeszkadzające w zmianie #1 „nie uda mi się”

Przekonania przeszkadzające w zmianie #3 „robię to wbrew sobie”


Jak wygląda Twoja relacja ze zmianą? Podziel się w komentarzu :)


Spodobał Ci się tekst? Doceń go i udostępnij! :)

  • Nic nigdy nie jest takie samo :) każdego dnia jesteśmy trochę inni, a po pewnym czasie bardzo to widać. Tylko, tak jak napisałaś, trzeba patrzeć i widzieć. A swoją drogą dlaczego wszyscy tak bardzo chcielibyśmy, żeby wszystko było takie samo, jak zawsze? To chyba objaw jakiegoś zachowawczego lęku, dlatego ludzie wolą, żeby było „chujowo, ale stabilnie” niż przyznać, że i tak nie powstrzymamy życia płynącego do przodu, więc lepiej po prostu popłynąć razem z nim :)

    • Szukałabym przyczyny w tym, że to, co znane jest oswojone, ale tak naprawdę, jeśliby oswoić zmienność to przekonalibyśmy się, że może być jakkolwiek i to tez będzie nasze, oswojone i damy sobie radę :)