22 lutego 2016 Kasia Potasznik 9Comment

przerost myśli nad treścią

Kiedy po raz pierwszy zetknęłam się z ideą, która sugeruje uwolnić umysł i przestać myśleć, pomyślałam (a jakże!), że co jak co, ale z myślenia nie będę rezygnować – wszak to ono właśnie doprowadza mnie do wielu interesujących odkryć. Dlaczego miałabym przestać? Odkryłam niedługo potem. 

Niekończąca się opowieść myśli

Im więcej o „nie myśleniu” czytałam, tym bardziej o nim myślałam. Zaczęłam przyglądać się pracy mojego umysłu i z zaskoczeniem uświadomiłam sobie, że myślę nieustannie i nie jest to tym samym myśleniem, co myślenie prowadzące do nowych wniosków. Zauważyłam, że mój umysł kręci się między jedną myślą a kolejną jak pralka, która nigdy nie przestaje pracować. Kiedy wyobraziłam sobie te tryby, które chodzą non stop – od jednej myśli do kolejnej, kiedy zaczęłam przyglądać się ich strukturze, powtarzalności, intensywności i ciągłemu trajkotowi poczułam się zmęczona samą tą świadomością. Ilekroć sprawdzałam czy myślę – myślałam. Istny obłęd odkryłam w swojej głowie. Pomimo więc wstępnego sceptycyzmu, uznałam, że jeśli tak mocno jestem pogrążona w myśleniu, tym bardziej potrzebuję się tym zająć.

Począwszy od przekonania

Z wieloma rzeczami jest tak, że kiedy jest się absolutnie przekonanym, aby je wykonać, zająć się lub z nimi zerwać, sporo pracy już za nami. Eckhart Tolle w książce „Potęga teraźniejszości” stan ciągłego myślenia określa mianem choroby psychicznej, na którą cierpi większość ludzkości. Przekonuje, że człowiek kiedy myśli nie jest obecny w swoim życiu przenosząc się w nieistniejącą rzeczywistość naszych myśli. Myśli tego rodzaju rzadko kiedy przynoszą użyteczne treści, o których wcześniej byśmy nie wiedzieli.

Nie uczestniczymy w chwili obecnej, a więc tracimy ją na rzecz tkwienia w rzeczywistości, którą w danym momencie tworzy umysł. Robi się to tym bardziej nieśmieszne kiedy rozmawiając z kimś, czytając, oglądając, myślimy o czymś innym zamiast po prostu zająć się tym, być i doświadczać. Porównanie do bycia nieobecnym zombie nasuwa mi się samoistnie. W konfrontacji z takimi sytuacjami sama przekonałam się, że tracę wiele z tego, co mnie otacza, a własne dostrzeżenie skali zjawiska, o którym czytałam, przekonało mnie, że warto się nim zająć.

Jak zająć się myślami?

Wpisując nagłówek „zająć się myślami” nawiązuję do tego co zrobić, żeby tyle nie myśleć, natomiast widzę w tym dwuznaczność, bo uwagę zajmujemy chyba nimi nazbyt często.

Umysł uwolnić i spowolnić nieco możemy poprzez świadomość.

Zauważyłam, że samo przyglądanie się ciągłej gonitwie myśli spowalnia ją. Do tego wystarczy krótkie pytanie do samego siebie: „czy ja myślę?” lub „o czym teraz myślę?”. Zachęcam Cię do prześledzenia własnej dynamiki myśli i ich charakteru. Myślę, że taka analiza dla niektórych może być równie zaskakująca jak dla mnie.

Uważność. Temat wszem przewałkowany, ale prosty i skuteczny. Jeśli obieram marchewkę – po co do tej czynności dokładać szereg myśli o arcyważnych sprawach nie mających z marchewką nic wspólnego? Czy nie pomyślenie o czymś w tej właśnie chwili sprawi, że zniknie ta możliwość bezpowrotnie? Wydaje się, że nie.

Medytacja. Dla mnie okazała się najskuteczniejszą formą uwalniania umysłu od gonitwy myśli, która pozwala mi cieszyć się spokojem i jasnym umysłem. Nie wiem, jakie są Twoje doświadczenia czy skojarzenia, ale dla mnie zanim spróbowałam, medytacja wydawała się czymś dziwnym dla ludzi oświeconych. Teraz jest to dla mnie jedna z przyjemniejszych i bardziej korzystnych czynności. I na pewno wkrótce napiszę o niej więcej.

Co z twórczymi myślami?

Wiem już, dlaczego moja obawa o utratę twórczego myślenia wraz ze zmniejszeniem intensywności myślenia była niesłuszna, a nawet odwrotna. Otóż, okazuje się, że im mniej myślenia „pralkowego”, im mniej przerzucania ciągle tych samych myśli i wałkowania niepotrzebnych kwestii w głowie, tym więcej przestrzeni na doświadczenie, o czym już wspominałam, ale również więcej przestrzeni do wykiełkowania nowych idei.

Jasność umysłu do tej pory była dla mnie tylko określeniem. Teraz, widzę, że przekłada się to bezpośrednio na koncentrację, a więc wyższą jakość tego, co robię i tworzę, a także na możliwość wyłonienia się pomysłów z poziomu, który zwykle przykrywa myślowy kurz.

Okazuje się więc, że myślenie ciągłe i myślenie twórcze to dwa różne myślenia. Napisał o tym Wojciech Eichelberger w tekście „Myślenie a myślactwo – o różnicach” i definicyjnie rozdzielił na „myślactwo”, czyli myślenie bezużyteczne i „myślenie” właśnie. Ja skorzystałam z polskiej nowomowy i dla myślenia konstruktywnego używam określenia „rozkmin”, a myślenie pozostaje dla mnie myśleniem.

Mam nadzieję, że udało mi się nieco zainspirować Cię do tego, żeby przyjrzeć się swoim myślom, przyglądać im częściej i skutecznie wprawiać umysł w rytm slow.


Jeśli ten tekst Ci się spodobał to… będę bardzo wdzięczna, jeśli go udostępnisz :)


Podziel się w komentarzu swoim doświadczeniem lub refleksją – jakie są Twoje myśli? :)


 

(: DOŁĄCZ DO NEWSLETTERA SPEŁNIENIA :)

  • Iwona Binaś

    Z „uważnością” i wartością medytacji spotkałam się po raz pierwszy redagując „Jam jest” Ryszarda Kleina. Rozmowy z Autorem zwróciły moja uwagę na bezsens ciągłego natłoku myśli. Do tej pory uważałam, że tak ma każdy „homo sapiens”. Potem usłyszałam żartobliwą wersję opisu działania mózgu kobiety i mężczyzny. Gdzieś po drodze przeczytałam stwierdzenie, że wykonując jakiekolwiek działanie, powinno się koncentrować myśli właśnie na nim (czyli na obieraniu marchewki chociażby). A my – kobiety – „łapiemy” myślowo dziesiątki wątków jednocześnie. I mamy wrażenie, że rzeczywistość jest trudna do ogarnięcia. To ważne – co napisałaś. Trzeba nauczyć się „odsiewać myśli”, żeby uspokoić emocje i uładzić świat.

  • Cieszę się, że trafiłam na ten tekst – traktuje dokładnie o tym, nad czym pracuję w ostatnich miesiącach. Wpadłam w pułapkę niemal obsesyjnego myślenia o przeszłości, którą porównywałam do tego, co jest obecnie, a, jako że jest mi trochę ciężej niż w beztroskim wieku 20 lat, to przeszłość jest ciekawsza, bardziej intensywna, ja byłam piękniejsza, odważniejsza, szczuplejsza, szczęśliwsza… Mogłabym tak długo. :)

    Jednocześnie, po dokładnym zdołowaniu się, wyobrażałam sobie swoją przyszłość: jak chcę mieszkać, jaki styl życia prowadzić, jak wyglądać, co kupować itp. Bardzo czasochłonna i kompletnie nieprzydatna czynność (no, trochę poprawiała nastrój, ale jeśli myślałam w ten sposób większość dnia, to chyba coś nie halo było, nie?) – bez planów, bez celów, które muszę osiągnąć, żeby dotrzeć do punktów z wizualizacji.

    W efekcie długi czas żyłam zawieszona między przeszłością a przyszłością, kompletnie nie ciesząc się tym, co jest teraz. Mnóstwo dni przeleciało mi przez palce, których nie pamiętam. Nie polecam. :)

    • To cenne, co napisałaś. Rzeczywiście wycieczki między przeszłością a przyszłością wiele kosztują nas z tego, co jest teraz, ale kiedy sobie to uświadomimy to o wiele łatwiej pozostawać na ziemi, stopniowo coraz częściej :)

  • Kuncio.com

    Podobno Panowie mają taki dar, że mogą zamknąć się w swoim pudełku nicości i wtedy nie myślą. :)

    • Słyszałam, że mężczyźni też miewają z tym problem, ale myślę, że skala zaawansowania tego zjawiska u kobiet rzeczywiście może być większa :)

  • Sylwia

    Piękne słowa :) Będę je sobie przypominać każdego dnia :)

  • Porównanie do pralki jest bardzo adekwatne. Gdy zaczęłam przyglądać się mojemu myśleniu, początkowo przeraziła mnie jego powtarzalność, a moja nieorginalność. Potem przerażenie przeszło w znudzenie, a teraz… teraz to sama nie wiem :)

  • Dużo osób myśli za dużo, a to po czasie okazuje się zgubne dlatego warto trzymać swoje myśli na wodzy :D

  • eV

    Oj, też próbowałam kiedyś przez chwilę nie myśleć o niczym. Nie udało się.
    A z tą ucieczką do innej rzeczywistości to jest dokładnie tak jak piszesz – nie ma nas na chwilę dla świata. Na szczęście ta chwilowa nieobecność może dać naprawdę ciekawe pomysły i wnioski :)