8 stycznia 2016 Kasia Potasznik 17Comment

heart-700141_1280 (1)

Jeśli znamy się dłużej, wiesz, że odpowiedzi nie będzie. W tym przypadku napiszę Ci, że nie rozumiem tego pytania, a postawiłam je, ponieważ niektórzy ludzie sobie je zadają. Kiedyś też byłam takim niektórym człowiekiem i być może Ty nim jesteś, więc tak też zatytułowałam ten tekst. W istocie, najpierw rozprawię się z bezzasadnością tego dylematu, postawię „i” między nimi a potem pokażę Ci coś innego. Nadążasz? No to po kolei :)

Nie wiem kto jest autorem tego dylematu i skąd płynie jego źródło, wiem jednak, że niepotrzebnie ludzie przywiązują do niego tak dużą wagę. Serce i rozum po to zostały człowiekowi dane, żeby z nich skorzystał najlepiej jak potrafi. I może tu jest ten przysłowiowy pies pogrzebany, że nie bardzo potrafimy z nich korzystać. Serce czuje, rozum myśli. Próba godzenia tych dwóch instrumentów naszego człowieczeństwa jest chyba zawężeniem ich pojmowania.

Czy ktokolwiek próbuje stawiać obok siebie płuca i żołądek? Płuca oddychają, żołądek dba o nasze odżywianie – gdzie jest sprzeczność? Nie ma, kiedy jesteś głodny jesz i nie oceniasz tego. Podobnie nie powinno być sprzeczności w przypadku serca i rozumu.  Jeśli ktoś z tej pary ma z kimś problem to myślę, że raczej rozum z sercem niż odwrotnie. Serce jest mądre, swoje wie i prosić się o uznanie ani nie musi, ani nie chce. Kto chce słuchać ten słucha, kto nie chce, jego sprawa. A rozum? Rozum to, co innego!

Rozum jest hedonistą i gdyby mógł to przejąłby obowiązki nie tylko serca, ale i kilku innych narządów. W przypadku serca rości sobie prawo tworzenia do niego wykładni. I problem myślę człowieka nie jest w tym, że występuje sprzeczność między sercem a rozumem, ale w tym, że pozwala rozumowi decydować o sercu. A rozum nie ma możliwości zrozumieć uczuć, bo te przyjmują inny wymiar.

Czy zatem dać rozumowi wolne? Pewnie, że nie. Trzeba natomiast stanąć obok, wziąć odpowiedzialność i zintegrować te dwa źródła informacji różnego rodzaju. Warto przyjrzeć się jednemu i drugiemu, ale ostatecznie samemu zdecydować lub nie decydować i przyglądać się sobie bardziej. Rozum niech wie, że serca nie pojmie, bo jest na innym poziomie i nie od tego jest, żeby uczucia oceniać. A serce niech nas prowadzi, a my obserwujmy ten kierunek.

Gdyby ktoś kazał mi wybrać między jednym a drugim to zostałabym przy sercu,  szczęśliwie jednak nie muszę podejmować takich decyzji. Rozum jest ważny, jest nam potrzebny, nie umniejszajmy jego roli, ale też nie przesadzajmy. Trochę żyjemy pod dyktando rozumu i dobrze byłoby zadbać o to, żeby rozum trzymał się tylko swojego obszaru i był tylko jednym z punktów odniesienia. Tym samym dajmy przestrzeń sercu, zmysłom i intuicji. Rozum myśli, analizuje, kategoryzuje, ocenia. Serce tego nie widzi, serce jest subtelne, czuje i nie potrzebuje do tego żadnych przesłanek, dowodów, potwierdzeń. Czuje, co czuje i jest w tym odczuwaniu spokojne. Rozum woli głośniej i mocniej, a my niestety zbyt często za tym podążamy.

W czym rzecz?

Myślę sobie, że ten dylemat jest ciągle na czasie ze względu na to, że człowiekowi z nim dobrze. Serce czuje, rozum neguje, a człowiek taki biedny, że nie wie co  robić. Nie chcę być niegrzeczna, choć może właśnie teraz chcę, w każdym razie, wydaje mi się, że człowiek tak buja się między jednym a drugim, żeby właśnie nic nie robić z tym, co mógłby.

Kiedy doprowadzisz do zgodności między sercem a rozumem, czyli uznasz, że jeśli serce coś czuje to tak jest i z racjonalnego punktu widzenia właściwie też mógłbyś się pod tym podpisać, to wtedy konfrontujesz się z rzeczywistością. I może ona sprzyjać Twojej zgodności albo nie sprzyjać.

Jeśli nie sprzyja to mamy kolejną rundę testowania siebie, a mianowicie to jak bardzo wierzysz w to,  co uznajesz za słuszne wewnętrznie. Rozum co prawda być może dołączy do tego, że rzeczywistość jest na „nie”, więc należy się wycofać, ale to jest tylko jego fragment. Większa jego część raczej zgadza się z tym, że to dobry kierunek. A jeśli w ogóle nauczysz swój rozum tego, w jaki sposób pracuje serce to na dostępnym sobie poziomie będzie akceptować sygnały serca. Więc jeśli tak będzie, ale okaże się, że coś na zewnątrz nie sprzyja, to w takiej sytuacji po pierwsze trzeba się dobrze ze sobą spotkać i ustalić czy tej zgodności coś w Tobie samym nie przeszkadza. Może jakiś mały lęk przed czymś? Może zbyt mała wiara w siebie? Może brakuje Ci gotowości albo otwartości? Kilka takich „może” mogłoby pewnie jeszcze być, w każdym przypadku warto je rozpoznać i poza zgodnością mieć także ład wewnętrzny w konkretnym temacie.

Przekonana jestem, że rzeczywistość, jeśli nam nie sprzyja, o czymś nas informuje. Może czasem o tym, że jeśli coś ma dla Ciebie duże znaczenie i mocno w to wierzysz to nie ma takiej siły, która może temu umniejszyć. Nie mają jej ani czas, ani pieniądze, ani żaden człowiek czy sytuacja. Bo jeśli im na to pozwolisz i zwątpisz w siebie to sam sobie odpowiedz jaka jest Twoja wiara w rzeczy dla Ciebie ważne. Jeśli brakuje Ci wytrwałości tylko dlatego, że coś ci nie sprzyja to odpowiedz sobie jakie tak naprawdę znaczenie ma to, czego pragniesz. I być może w ucieczce przed tymi pytaniami ciągle się głowimy, znowu na niby, czy słuchać serca czy rozumu.


Napisz w komentarzu jak wygląda współpraca Twojego serca i rozumu :)


Jeśli Twoim zdaniem ten tekst może być komuś potrzebny, udostępnij go :)


  • We wszystkim potrzebna jest równowaga i dystans. Tak jak napisałaś, warto stanąć z boku i popatrzeć na to z pewnej perspektywy. Nie wyobrażam sobie żeby wybierać sobie partnera kierując się tylko rozumem, albo tylko sercem.

  • Wybierać trzeba i rozumem i sercem. Kierując się tylko jednym można się nieźle sparzyć. Tej metody nie polecam. Leczenie zranionej duszy jest potem bardzo kosztowne.

  • Ja raczej korzystam z rozumu, ale serce też dopuszczam do głosu.

  • W każdym z nas tkwi i Rozważna i Romantyczna, tylko problem polega na tym, że Rozważna jest bardzo despotyczna i nie znosi sprzeciwu ;) Nie można lekceważyć tej drugiej strony – nie ważne jak ją nazwiesz: serce, Romantyczna, intuicja, bo sam rozum bazuje tylko na suchych faktach, pomijając wiele istotnych czynników, np. emocje.

  • Bardzo podoba mi się to, co napisałaś. Sama zawsze kierowałam się sercem, a teraz staram się, żeby jego współpraca z rozumem była coraz lepsza. Niestety serce ma to do siebie, że czasem działa zbyt uczuciowo, nie myśli o konsekwencjach. I wtedy właśnie przydaje się rozum, który w odpowiednim momencie potrafi je otrzeźwić i przywrócić na odpowiedni tor.
    Kinga

  • Zawsze mówię, aby żyć oraz postępować w zgodzie ze sobą czy to podpowiada rozum czy serce.

  • Ale bywają sytuacje, że zakochujemy się w nieodpowiednich osobach. Jakby serce nie wiedziało co czyni. Rozum wtedy wrecz krzyczy! Zostaw go! A my i tak lgniemy do tej osby jak ćma. Myślę, że lepiej słuchać rozumu. Serce się w końcu podporządkuje. :) Słuchanie serca może być bardzo bolesne w skutkach. Oczywiście nie zawsze. :) Pozdrawiam. :)

    • Serce być może rzeczywiście się podporządkuje, natomiast pytanie istotne to skąd wiadomo czy ta osoba jest nieodpowiednia, a jeśli tak to czy na pewno jest to uczucie płynące serca. Lubię cytat z Małego Księcia „Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu.”, w tym przypadku dodałabym, że czasem dla rozumu także :)

      • Znam wiele kobiet, które zakochały się w tzw. beznadziejnych przypadkach. Zresztą ja też, dawno dawno temu.:-) Do dziś się zastanawiam co to moje serce tak zaslepiło lub co mi wyłączyło rozum.:-) Najlepiej jest jeśli serce i rozum się zgadzają. Jeśli nie, lepiej posłuchać rozumu. Cytat który podałaś bardzo lubię, ale myślę, że odnosi się on ogólnie do patrzenia na życie, na ludzi. Jeśli chodzi o miłość patrzenie sercem nie zawsze wychodzi na dobre.

        • Trudno mi się odnieść – może serca i miłości należałoby zapytać czy jest im razem po drodze :)

  • Najlepiej jedno i drugie :-) Nie wyobrażam sobie działania, podejmowania ważnych dla mnie decyzji i korzystania z tego co przynosi życie bez kierowania się i sercem i rozumem. Jestem realistką, wszystko lubię mieć przemyślane, ale słucham się też własnej intuicji, głosu serca i emocji. W moim przypadku jedno nie wyklucza drugiego. Każde z nich spełnia swoją rolę, więc bez sensu jest wybierać czy serce czy rozum.

  • Czasem nie chcą ze sobą współpracować i rozum mówi jedno a serce coś innego. Ale ze względu na to, że jestem dość uczuciową osobą to w większości przypadków o ile to możliwe oddaje pole sercu. Czasem rozum jest dla mnie zbyt „oschły” o ile to dobre słowo. Chodzi mi o to, że stawia tylko na suche fakty nie biorąc pod uwagę nic innego, a we mnie buzuje tyle emocji i uczuć, że nie potrafię działać słuchając się tylko jego. Zgadzam się w zupełności z tym co przeczytała, że rozum jest czasem zbyt despotyczny i gdyby mógł zawładnął by wszystko i to sobie przypisał zasługi. Trzeba go hamować. Serducho jest do tego idealne. Pocieszające jest to, że czasem serce i rozum tworzą udany duet. :)

    • Dziękuję za Twój komentarz :) Dla mnie połączenie sił serca i rozumu też jest rozwiązaniem, który służy najbardziej, choć wymaga większej wprawy i wysiłku, ale opłaca się ;)

  • Ja jestem realistka i twardo stapam po ziemi. Staram sie znajdowac balans po miedzy tym czego chce i potrzebuje. Jak sama piszesz nie jest to wcale latwe, ale chyba te dylematy beda nam juz zawsze towarzyszyc.

  • Podejmowanie decyzji życiowych tych mniejszych i tych ważniejszych powinno się odbywać w niejako kompromisie. Uczucie uczuciem, ale gdy rozumy przy tym zabraknie skutki mogą być opłakane. Na odwrót sprawa ma się podobnie.

  • A co jeśli rozum wie, że to czego chce serce jest złe? Sądzę, że i tak może się zdarzyć. I kogo wtedy słuchać? Świetnie byłoby mieć serce i rozum po tej samej stronie barykady, ale często to nie jest możliwe…

    • Możliwości jest wiele, warto słuchać obu głosów, a kiedy są sprzeczne nie stawać po jednej stronie tylko dać sobie czas albo zadbać o to, żeby spojrzeć na sytuację szerzej, z innej perspektywy.