15 lipca 2015 Kasia Potasznik 0Comment

business-2077_1280Wyobraź sobie stan, w którym wszystkie dotyczące Cię sprawy przestają istnieć. Zwyczajnie ich nie ma. Jesteś Ty i absolutnie święty spokój. Jesteś Ty i to, co chcesz, żeby było. Nie masz żadnych planów, nie wiesz co będziesz robić za chwilę, po prostu i tylko jesteś. Masz doszczętnie wyczyszczoną przestrzeń z wszelkich spraw do zrobienia na już, nie istnieje Twój kalendarz, nikt do Ciebie nie dzwoni, nie masz skrzynki e-mailowej i Facebooka.

Jak wyłączyć świat?

Stan, który zarysowałam nazywam wyłączeniem świata. Podczas wakacji warunki bardziej sprzyjają, aczkolwiek zdarzyło mi się wyłączyć kiedyś świat w momencie kulminacyjnym, a warunki totalnie temu nie sprzyjały. Uznałam, że tym bardziej rzeczywistość wyłączę. Wyłączyłam i świat się nie skończył. Nieprawdopodobne.

Nie ma nigdzie guzika, którym świat można wyłączyć, ale możemy go sobie jakby zainstalować w głowie. Dzieje się to tak: czasu się nie planuje, czasu się nie liczy, odpowiada się na swoje napływające potrzeby i chęci zrobienia czegoś, co przyjdzie do głowy spontanicznie. Nic się nie robi albo robi się to, czego na ogół się nie robi. To trzeba bardzo indywidualnie wyczuć, bo dla każdego czymś innym będzie nic nie robienie. Im mniej rutynowych czynności w tym czasie tym lepiej, a im więcej ciszy, pustki, spokoju tym owocniej. Wcześniej warto zadbać o to, żeby nic, co nie ma prawa znaleźć się w takiej przestrzeni, nie znalazło się w niej. W wersji soft wystarczy wyłączyć telefon i komputer. Fajnym jest też poczucie sprawczości i ogarniania swojej rzeczywistości, nad którą panujesz Ty, a nie ona nad Tobą.

Wyobraźmy sobie chomika, który ciągle biega w kołowrotku, wychodzi z niego, krząta się w trocinach, wcina jedzonko i potem wraca do kołowrotka i zasuwa i potem znowu, znowu i znowu. Już nie będę pytać czy on wie, do czego go to prowadzi. W każdym razie nagle chomik wstaje i mówi, że teraz to on nie zasuwa. Nie interesuje go ani kołowrotek, ani trociny. Nic go nie interesuje i ma ochotę poczuć życie. Wychodzi z klatki, zamyka za sobą drzwi i korzysta z tego błogiego stanu.
Pomaga mi to porównanie w zobrazowaniu, ale w sensie bezpośrednim wolałabym, żeby było chybione, tzn. mam nadzieję, że nie jesteś jak ten chomik.

Będzie nieswojo, czyli część dla tych, których ta opcja przeraża.

Oj, będzie, bo to jest dziwne tak sobie zaplanować, że się nic nie zaplanuje tym bardziej, że tyle w  tym czasie można zrobić. Trudno może sobie w ogóle wyobrazić tak czas, który zaczyna się od punktu, w którym tylko się jest i czeka się co przyjdzie do głowy. Im bardziej to jest dziwne, im bardziej podejrzane tym bardziej zachęcam do spróbowania. Zapewniam, że taka przestrzeń nikogo nie pochłonie, a wiele dobrego z niej może powstać.

Co jest najfajniejsze w wyłączeniu świata? To, że przy dobrym podejściu można odczuć prawdziwy reset i o wszystkim zapomnieć. I, jeśli dokładnie tak to sobie wyobrazisz, zapomnisz o nim, a więc trochę jakby przestał istnieć, a wtedy jedynym światem jesteś Ty i to jest duże wow. I to jest też naprawdę najlepszy rodzaj odpoczynku, jaki znam.

Jeśli przypadł Ci do gustu ten tekst, będzie mi miło, jeśli polecisz go znajomym, niech się dobra treść niesie :)

Podziel się w komentarzu własnymi pomysłami na spędzanie czasu wolnego, a jeśli wyłączysz sobie świat, koniecznie napisz o wrażeniach :)

podpis