9 lutego 2016 Kasia Potasznik 14Comment

sztuka spadania

Jest coś ciekawego w podejściu człowieka do swoich słabości kiedy przed nimi ucieka, ukrywa i udaje inny niż rzeczywisty stan rzeczy. Co więcej, wkłada sporo wysiłku, żeby nie konfrontować się z tym, co w gruncie rzeczy jest jasne.

Utrzymanie status quo

Przyglądając się temu, w jaki sposób człowiek stroni od przyznania się do słabości, kojarzy mi się widok człowieka nad przepaścią, który kurczowo trzyma się krawędzi,  żeby w nią nie spaść. I niekiedy mam wrażenie, że staje się to centralnym punktem zainteresowania człowieka – utrzymanie przyjętej pozycji i ani drgnąć.  Nie przesunąć się ani o milimetr w swych ideach, decyzjach, postanowieniach, przekonaniach.

Myślę, że daleko nie trzeba szukać krawędzi w życiu każdego z nas. Pomyślmy tylko o tym, co możemy stracić: przekonania, dorobek, pozycję, reputację i kilka jeszcze istotnych rzeczy. Pomyślmy o tym, jak bardzo trzymamy się krawędzi prawdy o samych sobie. Jak bardzo nie chcemy się otwierać. Pal licho innych ludzi, szkoda, jeśli sami przed sobą nie chcemy się otwierać. Myślę sobie jednak, że jeśli  w życiu ma chodzić o zajęcie rąk i trzymanie się krawędzi, jeśli mielibyśmy nie móc skorzystać z nich do swobodnego i twórczego życia, i jeśli całe życie miałoby przebiec na przykurczonych mięśniach rąk to naprawdę warto się puścić. Na prawdę, nie ma sensu tak wisieć, sterczeć czy jakąkolwiek inną pozycję w tym celu przyjmujemy. 

W ciągłej obawie o to, że za chwilę wylądujemy w przepaści nie ma mowy o życiu, które daje spełnienie.

Oswojenie przepaści

Jako, że taka obawa trochę ogranicza, chciałabym przekonać Cię, że świat nie kończy się w przepaści, a nawet gdyby tak było to wyszło by to na dobre.  Nie mam pojęcia czym jest Twoja przepaść. Nie namawiam Cię do odrzucenia tego wszystkiego, czego utraty się boisz, pewna jestem, że rozluźniłbyś się wówczas solidnie, ale też doznałbyś niepotrzebnego szoku.

Chciałabym, żebyś spróbował wysunąć chociaż nogę w tym kierunku (skoro ręce masz zajęte), spojrzeć i trochę ją oswoić. Chciałabym, żebyś zaczął poznawać swoją przepaść i poczuł, że da się w niej przeżyć, a więc nawet jeśli w nią wpadniesz, po wyjściu nie będziesz bał się ponownego wejścia. Przepaście bywa nieprzyjemna, natomiast dużo bardziej nieprzyjemny, choć może mniej odczuwalny, jest stan uciekania przed nią. A być może boisz się czegoś, co w gruncie rzeczy potrzebuje po prostu Twojej uwagi.

Weryfikacja umysłowych historii

Byłam kiedyś w stanie takiej świadomej ucieczki przed ujawnieniem błędnego, acz przekonującego, przekonania na swój temat. Wiedziałam, że jest irracjonalną obawą, bo przekonanie jest nieprawdziwe, ale była na tyle przekonująca, że zdobyła przewagę nad racjonalnym podejściem. Męczyło mnie to niesamowicie. Czułam to wtedy dokładnie tak, jakbym ręce miała zajęte tylko tym jednym wątkiem, co istotnie uniemożliwiało mi działanie.

I oto wpadłam na genialny pomysł, żeby sprawdzić czy to przekonanie jest prawdziwe. Mogło tak być i mogło być celowym wpakowaniem się w przepaść. Pomyślałam jednak, że jeśli boję się czegoś, co w gruncie rzeczy nie istnieje to będzie mi lżej,  jeśli skonfrontuję to z rzeczywistością. Jeśli najgorszy scenariusz miałby się sprawdzić to i tak nastąpi, bo długo już nie wytrzymam ograniczona sobą w ten sposób. Tak też zrobiłam i im bardziej konfrontowałam obawy, które rzeczywiście były fikcją umysłową, tym bardziej czułam swoją wzrastającą wielkość. Czułam jak schodzi ze mnie napięcie i wzrasta moja pewność siebie.

Strach jest czymś, w co zostaliśmy wyposażeni bardzo sensownie, ale stopień, w jakim w wielu przypadkach ma nad nami kontrolę pozbawia możliwości swobodnego poruszania się w życiu.  Postaraj się oswajać strach w taki sposób, jakbyś miał się z nim właśnie spotkać.

Nie bój się bać

Strach paraliżuje i ma wielkie oczy. To są dwie prawdy na jego temat, z którymi się zgadzam. Największy w strachu często jest on sam, a nie coś, co próbuje nam podsuwać. Konfrontacja z jego konsekwencjami daje solidny luz i wzmacnia w podejmowaniu kolejnych kroków.

O to nagle przestajesz się trzymać krawędzi: wstajesz i idziesz. Wyobraź sobie swoje życie ograniczone strachem w pozycji siedzącej lub wiszącej, które możesz zacząć wieść, idąc. Wzdłuż krawędzi być może, ale ilekroć w nią wpadniesz nie będzie dramatu.  Po prostu wpadniesz, przejdziesz niżej kilka kroków albo chwilę tam pobędziesz i wyjdziesz z powrotem na górę. Przyznaj, że lepiej w ten sposób iść do przodu niż siedzieć w miejscu w obawie, że można gdzieś wpaść, hm? A kto wie czy przypadkiem wówczas krawędź nie przestanie być krawędzią przepaści.

Na koniec, życzę Ci tego, co straszne.  Straszne w rozumieniu konfrontacji ze strachem, poznawania go i towarzyszenia mu. Ciekawe rzeczy dzieją się, kiedy okazuje się, że strach może być całkiem sensownym partnerem.  Nigdy nie przestanie być sobą, nigdy nie przestanie straszyć, ale poznanie go ułatwia wewnętrzny dialog i działanie.  Dlatego życzę wielu strasznych doświadczeń – w partnerskiej relacji ze swoim strachem :)


Będę Ci bardzo wdzięczna, jeśli przekażesz komuś ten tekst :)


Podziel się w komentarzu swoim doświadczeniem w obcowaniu ze strachem :)


  • W moim przypadku sprawdza się szybkie zadeklarowanie chęci uczestnictwa w czymś co będzie wymagać ode mnie wysiłku np. półmaratonie, zgłoszenie się do wygłoszenie prezentacji, referatu itp. W tym momencie klamka zapada. Pozostaje skupić się na tym „jak” zamiast „czy” :)
    Dawid

  • Nie ma się co bać strachu;) To, czego się najbardziej boimy i tak zawsze nas dogoni. A życie polegające na ciągłej ucieczce jest zwyczajnie męczące… I masz rację, że to żadna satysfakcja.

  • Słowo „Na prawdę” (za to „na pewno” osobno) piszemy łącznie. Najgorzej jest ruszyć! Jak to się zrobi to strach stopniowo mija. To tak jak strach przez wejściem do windy i zjazdem nią w dół. Bałam się kiedyś jeździeć windą, bo raz się w niej zacięłam i nie mogłam przez jakiś czas wyjść. Mieszkam na ósmym piętrze – weszłam kiedyś do tej windy i nią zjechałam. Zjeżdżając nią stwierdziałam, że strach ma wielkie oczy :) Do teraz jeżdżę nią – już się tego nie boję. Pozdrawiam

    • Dzięki! Ciągle rozdzielam prawdę z jej przedrostkiem, zostali już połączeni :) Ciekawe doświadczenie z tą windą, pomogła Ci mobilizacja ósmego piętra? :)

      • Nie szkodzi :) Oj, tak, ile czasu można wchodzić na 8.-piętro z na piechotę? Po 2 czy 3 tygodniach wymiękłam! Miłego dnia

  • Na ścianie obok mnie w biurze ktoś powiesił rysunek z cytatem „Fear is not real. It is a product of thoughts you create. Do not misunderstand me. Danger is very real. But fear is a choice.” Trochę jak w Twoim tekście – bardzo motywujące :)

  • Temat ważny i odważny zarazem ☺ Też uważam, że najlepszą metodą na ograniczające przekonania jest ich „testowanie”. A jak się wpadnie w przepaść? Cóż, część trzeba dotknąć dna, żeby się odbić 😉

  • „Strach jest czymś, w co zostaliśmy wyposażeni bardzo sensownie, ale stopień, w jakim w wielu przypadkach ma nad nami kontrolę pozbawia możliwości swobodnego poruszania się w życiu.” – bardzo podoba mi się te fragment :) Przypomniał mi się taki cytat: „Nie bój się wielkiego kroku – nie pokonasz przepaści dwoma małymi.” David Lloyd George. Czasem po niego sięgam w sytuacji, w której wiem, że potrzeba szybkiej decyzji i nie ma czasu / przestrzeni na to, by drobić kroczki w duchu kaizen :)

  • Nic dodać, nic ująć. Jak zawsze. Walka z przekonaniami na swój temat – odważna i trudna rzecz! Jednak albo ja nie mam aż tak silnych przekonań na swój temat albo już się z nimi jakoś intuicyjne rozprawiłam, bo trochę trudno jest mi sobie wyobrazić taki strach, który paraliżuje przed konfrontacją z przekonaniem. Podasz jakiś przykład? Może być nie osobisty. P.S. Twoje posty na facebooku są bardzo cenne i wg mnie warte zebrania w całość i wydania np. w formie e-booka. Myślałaś o tym?

    • Myślałam o tym żeby je zebrać i tutaj na stronie złożyć w całość. E-book natomiast jest już prawie na finiszu przygotowań :)

  • Kasiu, świetny tekst! Znalazłam w nim wszystko co mam tez w swoim doświadczeniu. Pisałam ostatnio o nastolatce, która spała sie ze strachu. O tym jak bardzo próbuje go zrozumieć, a jak jest jej trudno. Zaczęłyśmy sie temu strachowi przyglądać. Była u mnie kilka dni temu i zaskoczyła mnie mówiac: Ale wie Pani, jak juz wiem ze ro tylko mój strach, juz z nim nie walczę, ja sie z nim przyjaźnie. Prawdziwa zmiana. Dostrzegam=wiem, wiem=moge działać, działam=zmieniam! Strachowi warto podać rękę i iść z nim ramie w ramie jak z najlepszym przyjacielem! Rozpoznać strach, to pierwszy krok. Dzięki za te słowa!!!

  • Bardzo mądry wpis. Czasami życie zmusza nas do tego by zmierzyć się ze swoim strachem i wyjść ze strefy komfortu. Jeśli chcemy się rozwijać, przełamywać się i pracować nad zdobyciem nowych umiejętności, prędzej, czy później będziemy zmuszeni do tego by pokonać nasz strach i zwyczajnie spróbować.

  • Ciekawy tekst. Ja już wiele razy przekonałam się że więcej strachu kosztuje myślenie o zmianie niż sama zmiana. Trzeba się tylko przemóc i czasem wbrew sobie popchnąć się do przedu