9 maja 2016 Kasia Potasznik 5Comment

ant-242537_1920

Kryzysowe sytuacje sporadycznie przydarzają się każdemu i, jak zaraz przeczytasz, chwała im za to. Zauważyłam, że dostarczają nam tego, czego na ogół brakuje, przypominają o tym, o czym na co dzień zapominamy. Myślimy wtedy w sposób, w który nie myślimy w „bezpiecznych warunkach”, a dzięki temu coś nowego zyskujemy.

KRYZYS, CZYLI…

Ustalmy najpierw sposób rozumienia kryzysowej sytuacji. Dla mnie jest to każdy ten moment kiedy przychodzi zwątpienie, poczucie utraty gruntu pod nogami i sytuacji, które wolimy omijać. Zazwyczaj w odpowiedzi na sytuację zewnętrzną, czasem na ich szereg. Każdy pewnie ma własny punkt odniesienia względem ich charakteru, ale szczególnym punktem rozpoznawczym jest to, że sytuacja kryzysowa nie jestem stanem długotrwałym. Trwa mniej więcej kilka dni, załatwia po co przychodzi i odchodzi.

To teraz, spójrzmy na kryzys rozwojowym okiem.

POWÓD NR 1. DOSTRZEŻENIE RZECZYWISTOŚCI TAKIEJ, JAKĄ JEST

Do tej pory nie zdarzyło mi się, aby czas kryzysu nie wiązał się z uświadomieniem sobie czegoś, czego w mniejszym lub większym stopniu do tej pory nie chciałam widzieć. Stan, w którym coś sobie uzmysławiam przyjemnym nie jest, ale poczucie, że zdecydowałam się spojrzeć prawdzie w oczy lub ona sama spojrzała w moje, jest ożywcza.

Rozpływanie się iluzji towarzyszącej na ogół jest cennym krokiem w kierunku dostrzeżenia rzeczywistości takiej, jaką jest, czyli de facto tej, w której cały czas jest, ale odwracam wzrok. To trochę przypomina sytuację człowieka stojącego w kałuży, który mówi, że nogi mu się pocą. Dlatego lubię dostrzegać kałuże, w których stoję, bo dzięki poznaniu prawdy mogę z nich wyjść, a jeśli nie mogę to przynajmniej mogę założyć kalosze.

POWÓD NR 2. SZCZEROŚĆ PRZED SOBĄ

W sytuacji kryzysowej dostrzegam, że efektem przyznania się przed sobą do czegoś jest stan, w którym przestaje mi zależeć, żeby coś sobie udowadniać, kombinować i przekonywać siebie, że istnieje coś, co nie istnieje. Szczerość wobec siebie pojawia się samoistnie, bo poczucie, że nie mam już nic do stracenia powoduje, że oddaję wszystko, czyli widzę pełny obraz tego, jak w moim wnętrzu jest. To trochę jak z dzieckiem, które ukrywa, że coś zbroiło i stara się to ukryć, a kiedy wychodzi to na jaw to już siłą rzeczy nie musi się starać o utrzymanie tajemnicy i o tyle jest mu lżej.

W kryzysowym momencie nie mam też mocy przerobowych na udawanie, że coś jest lepiej niż jest, bo to jest moment, w którym rzeczywistość jest taka, jak jest bez grama idealizowania z mojej strony. Wtedy doskonale daje się odczuć jak dużo energii pochłania ukrywanie czegoś przed sobą. Mechanizm samooszukiwania dobrze nam robi, ale sporo kosztuje, więc kiedy przestaje działać, choćby częściowo, kończy się również wysiłek wkładany w jego podtrzymywanie. Suma sumarum odzyskujemy nieco energii, którą w stanie kryzysu jest na co spożytkować.

PRZECZYTAJ W JAKI SPOSÓB ZYSKAĆ ENERGIĘ ZAMIAST JĄ TRACIĆ

POWÓD NR 3. NOWA PERSPEKTYWA

Kiedy dochodzimy do ściany nowa perspektywa czy tego chcemy czy nie pojawi się samoistnie, a na pewno szanse na jej dostrzeżenie są większe. Jeśli skończył się istniejący dotąd schemat to siłą rzeczy potrzebny jest inny. Z natury będziemy dążyć do bardzo podobnego albo wrócimy do opowiadania sobie, że nic się nie zmieniło, ale możliwość na zmianę wyczerpanej formuły jest dużo większa.

Zmiana zmianą, ale nawet świadomość o tym, że jest ona walutą rozwoju, że wnosi coś nowego, że jest naszą naturą, czasem nie jest wystarczająca, aby kroki ku zmiany podejmować. I tu znowu z pomocą przychodzi kryzys. Pojawia mi się tutaj takie porównanie do sytuacji, w której podczas życiowej konferencji chcemy wstać i zabrać głos, ale ciągle wydaje nam się, że inni mówią mądrzej, więc siedzimy. Kryzys mam poczucie jest cichym przyjacielem, który stoi za naszymi plecami i wypycha nas przed szereg. I kiedy już przed nim stoimy, kiedy wszyscy nas widzą to kroku do tyłu już nie będzie, chcąc nie chcąc coś we własnej sprawie powiemy. I spodziewam się, że w większości przypadków zabrany głos bardzo dobrze wpłynie na nasze życie.

Dlatego, po raz kolejny, chwała kryzysowi za to, że jest. Gdybyśmy nie byli przez sytuację zmuszani do choćby częściowej refleksji nad kierunkiem, którym podążamy i gdybyśmy nie spotykali się z wieloma powszechnie niechcianymi sytuacjami nasz rozwój stałby w miejscu. Bo można o zmianie perspektywy mówić, ale w momencie kiedy „czujemy, że jesteśmy bez wyjścia” mamy dużą możliwość, aby dostrzec perspektywę, której nam rzeczywiście trzeba. I koło nam się zamyka, bo rzeczywistość najlepiej widać, kiedy się szczerze patrzy :)

SZANSA W KRYZYSIE

Jak być może wiesz, nie jestem zwolenniczką marudzenia, opowiadania o dziejowej niesprawiedliwości itd. Dlatego jasno podkreślę, że tkwienie w stanie, który nam przeszkadza i nie robienie z nim niczego poza ciągłym jego podkreślaniem nie uważam za kryzys, a na pewno nie w rozwojowym rozumieniu. I nie uważam również, że w normalnych warunkach człowiekowi kryzysy są potrzebne, bo na ogół nie, ale jeśli są to czemu z nich nie skorzystać, czemu nie potraktować jak szansy. Z drugiej też strony, podejście o charakterze: uczę się nowej sytuacji, sprawdzam nowe wzorce zachowań, dochodzę do ciekawych wniosków, których nie byłoby nigdy, gdyby nie ta sytuacja neutralizuje nieco ten nieprzyjemny stan. Jasne, że on nie może być obojętny, bo trzeba go przeżyć i z tymi emocjami się spotkać. Właśnie po to jest, żeby poczuć dyskomfort i wyjść poza strefę komfortu – swoją drogą rzeczywistość naprawdę nas wyręcza w tej kwestii, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie pakowałby się w stan, którego nie chce. Można jednak czuć się źle z podejściem „uczę się” albo czuć się źle i przed tym uciekać albo mieć pretensje o to, że taki stan jest. Skoro jest to znaczy, że ma być.

No i tak, standardowo przy takich tekstach życzę Ci kryzysów i rozwojowego ich przechodzenia! :)


Jeśli interesuje Cię ten temat polecam Ci kilka podobnych tekstów:

– SZTUKA SPADANIA

– KRYZYS

– SIŁA PŁYNĄCA Z BEZRADNOŚCI

– LUKSUS BYCIA GORSZYM

  • Tak, kryzysy zawsze wnoszą do życia coś odświeżającego, jakąś nową wartość.

  • Cieszę się, że popełniłaś ten artykuł Kasiu :) Mam wrażenie, że ostatnimi czasy panuje „parcie” na szczęście i bycie non stop zadowolonym. A przecież tak się nie da. Tzw. „negatywne emocje” są bardzo potrzebne, dają nam świetne informacje zwrotne. Ja nauczyłam się dawać sobie przestrzeń w czasie kryzysu. Kiedyś myślałam, że trzeba szybko pruć do przodu i udawać, że jest git ;) Teraz wiem, że to była droga donikąd.

    • Zmiana perspektywy w podejściu do takiego stanu rzeczywiście jest pomocna, mi już na przykład nie zależy, żeby minął, żeby zagłuszyć, nie widzieć, kiedy trwa, staram się zrozumieć, że ma to swój sens :)

  • myślę, że warto aby po porażce dostrzec, że była w jakimś sensie nam potrzebna. aby powstac po kryzysie, wyciągnąć wnioski i dalej żyć, czerpac z bolącej lekcji i być o nią silniejszym:)

  • Najfajniejsze w kryzysie są te przebłyski mądrości i świadomości, kiedy zdobywamy dystans i uczymy się czegoś :) Bo ogólnie to jednak większość rzeczy w kryzysie jest do dupy, chyba nikt nie lubi, jak go boli i uwiera. Ale nie wszystko musi mi się podobać, żeby było dobrze, to już ogarnęłam ;)