27 października 2015 Kasia Potasznik 18Comment

puzzle-673250_1920

Zaufanie jest fundamentam każdej relacji. Budowanie zaufania do siebie zaczyna się od przyjęcia założenia, że generalnie działasz na swoją korzyść, jesteś w porządku i zmierzasz w dobrym dla ciebie kierunku.

Pomimo tego, co w tej chwili sądzisz na swój temat postaraj się przyjąć, że jesteś w porządku. Wiem, że takie przyjęcie, postanowienie i powiedzenie sobie czegoś tak ważnego może nie nastąpić w  tej jednej chwili, ale chociaż wyjdź w tym kierunku, zrób pierwszy krok. Pamiętaj o tym, że to dla Ciebie ważne, żeby mieć do siebie zaufanie.

Zanim przejdę do tego, jakie wyzwania stoją na drodze zaufania sobie chciałabym Ci napisać z jakiego powodu możesz mieć trudność z takim myśleniem już teraz. Na podstawie twoich doświadczeń pewnie możesz powiedzieć, że do tej pory kilka rzeczy zawaliłeś, jesteś nie taki jak trzeba, a może nawet nie zawsze siebie lubisz.  Być może myślisz więc, że nie możesz sobie zaufać mając sporo dowodów na brak zaufania. Tylko to jest taka mała pułapka, która wynika z tego, że oceniasz siebie i łączysz tą ocenę z tym kim jesteś. A twojemu „jesteś” jest to szalenie obojętne, bo znajduje się na innym poziomie. 
Polecam Ci przypomnienie tekstu „dobrze, że jesteś” – jesteś po prostu bez względu na to, co na ten temat sądzisz Ty i reszta świata.

Mając bazę „bycia po prostu” możesz uznać, że masz do siebie zaufanie tak po prostu. Zobacz w sobie przyjaciela lub nauczyciela, a nie wroga.

Chochliki przekonań, czyli jak wzmocnić stracone zaufanie
Im bardziej będziesz poznawać siebie (co nieuniknione w procesie rozwoju wewnętrznego) tym mocniej odkryjesz, że zaufanie to trudna sztuka w obliczu tego, co w tobie drzemie. Gros negatywnych przekonań, które lubię porównywać do potworków albo chochlików (tutaj przeczytasz o nich tekst) robi wszystko, żeby chronić  cię przed wyobrażonym zagrożeniem, wykorzystując do tego środki, które z pozytywną intencją nie mają często nic wspólnego.
Możesz więc wyobrazić to sobie tak, że działasz w oparciu o swoje zaufanie i kiedy potykasz się uświadamiasz sobie, że twoja decyzja była podyktowana czymś innym niż „szczere chęci”. I to jest moment, w którym możesz istotnie zwątpić w sens ufania sobie czując, że sam siebie sprowadzasz na manowce, ALE…

Po pierwsze zrozumienie
… z pomocą przychodzi wyrozumiałość wobec twoich ukrytych intencji. Przekonania nie biorą się w nas z powietrza. Zostają tworzone w konsekwencji tego, że kiedyś coś jakoś wpłynęło na ich pojawienie się. Natomiast one na prawdę, mimo, że bardzo na opak, działają w swoim przekonaniu w słusznej sprawie. I jeśli taką wyrozumiałością wzmocnisz zaufanie do siebie to stanie się ono nie do ruszenia i będzie Cię już tylko wzmacniać.

Mając tą świadomość możesz powiedzieć, że skoro wiesz, że człowiek funkcjonuje w ten sposób to tym bardziej nie możesz obdarzyć się totalnym zaufaniem. Otóż możesz. Można to porównać do relacji rodzic – dziecko. Rodzic wie, że dziecko może podczas zabawy zrobić sobie krzywdę albo coś zepsuć, ale wie też, że dzięki tej zabawie  nabywa ważnych umiejętności. Gdyby chcieć uchronić dziecko przed ewentualnością każdego zagrożenia to… właściwie nie wyobrażam sobie jego funkcjonowania.

Podobnie z zaufaniem do siebie. Nawet jeśli wiesz, że czasem błądzisz to niech tej wiedzy towarzyszy zaufanie w to, że w obrębie dostępnych sobie możliwości wewnętrznych robisz wszystko najlepiej jak potrafisz. Możesz nawet zrobić krok dalej – zaufaj sobie nawet w potknięciach postrzegając je jako etap do tego, aby siebie lepiej poznać.  Czy myślisz, że gdyby możliwe było uświadomienie sobie pewnych rzeczy bez doświadczenia niektórych sytuacji to pakowalibyśmy się w nie?

Jeśli chcesz praktycznie podziałać w budowaniu zaufania zapraszam Cię do tekstu, w którym proponuję kilka skutecznych sposobów.


Jakie są Twoje doświadczenia w budowaniu zaufania do siebie? Podziel się  w komentarzu :)


Jeśli spodobał Ci się ten tekst, daj temu wyraz i wyślij go dalej lub napisz o tym w komentarzu :)


Polecam również Twojej uwadze lekturę tekstów o kilku ważnych elementach  w budowaniu relacji ze sobą:

  • Ciekawe podejście – nigdy nie myślałam o relacji z samym z sobą jak o tej rodzic-dziecko. Daje do myślenia :)

  • Wyrozumiałość to bardzo ważny punkt, trzeba naprawdę mieć dużo cierpliwości, empatii i iść na kompromisy :)

  • Właśnie zastanawiam się czy rodzic-dziecko to dobry pomysł na metaforę relacji wyrozumiałego-ja z tym mniej wyrozumiałym. Czy wtedy nie zakładamy tak jakby część naszej osobowości tworzyła „matrona” która góruje doświadczeniem nad pozostałą częścią. Czy to wtedy nie rodzi pewnego dysonansu? ;)

    • Widzę to tak, że są dwa poziomy funkcjonowania i część świadoma dysponuje większymi możliwościami rozumienia i działania oraz część podświadoma, która operuje ograniczonymi zasobami, które w większości powstały na bazie doświadczeń w dzieciństwie, kiedy to perspektywa różniła się nieco od tej obecnej. Co do metafory – wiele razy w kontekście podejścia do swojego „Ja” przypomina mi ona tą relację i tutaj dla mnie też znajduje odzwierciedlenie, a co do dysonansu – występuje on dość często podczas zarządzania swoją osobowościową drużyną ;) Dziękuję za Twój komentarz!

      • Wiadomo, jednak staram się ten jak najbardziej dysonans niwelować. ;)

        Mimo wszystko odchodzę od modelu rodzic-dziecko, pouczający-pouczany, utrudnia mi to pracę z samą sobą, choć na początku było niemal naturalne. :)

        • Myślę, że też modele rodzic – dziecko są różne, ten wspierający rozwój w moim odczuciu opiera się na wspomnianej wyrozumiałości, życzliwości i zaufaniu właśnie. Zgadzam się jednak, że nie jest to ani jedyne, ani wymagane podejście w pracy ze sobą.

  • Mnie towarzyszy nie tyle zaufanie do siebie, co do jakiejś siły, która mnie prowadzi i opiekuje się mną (nie chcę nazywac po imieniu). Wiara w taką siłę powoduje, że mam wręcz bezgraniczne zaufanie do życia a także poczucie lekkości.

  • Zuzanna Gajewska

    W najbliższym czasie będę potrzebowała dużo wyrozumiałości dla siebie. Trzy tygodnie temu po raz drugi zostałam mamą. A oprócz obowiązków macierzyńskich mam też trochę innych zobowiązań. Obym potrafiła je połączyć, zaufać sobie, że to co robię, robię dobrze i być wyrozumiała dla siebie, gdy się potknę… W razie co, będę wracać do Twojego tekstu.
    /Pozdrawiam,
    Targetowa

    • Przede wszystkim gratuluję! :) I życzę dużo siły w Twoich wyzwaniach! :) A drzwi kierunku spełnienia są dla Ciebie zawsze otwarte! :)

  • Zaufanie do siebie? Faktycznie warto nad tym pracować

  • Według mnie zaufanie to podstawa każdej relacji. Zarówno w przyjaźni jak i w związku niezbędne jest wytworzenie pewnej więzi, dzięki której czujemy się przy drugiej osobie bezpiecznie i swobodnie, ale też nie boimy się podzielić z nią naszymi przemyśleniami czy zmartwieniami. Pozdrawiam serdecznie! :)

  • Niestety, zdarzają się sytuacje, kiedy myślę, że nie mogę sobie zaufać, bo właśnie już nie raz i nie dwa nawaliłam. I może ktoś wie lepiej. Jednak za jakiś czas wraca do nie racjonalne myślenie i stwierdzam, że tylko ja wiem co jest dla mnie najlepsze – nikt inny. No może jeszcze mama…wiadomo dlaczego ;)

  • Kolejny raz dajesz do myślenia o tym, żeby nad sobą popracować i nauczyć się tego zaufania i uspokojenia się, a nie paniki :)

  • Ksiula

    Bardzo trafny tekst i jakże u mnie na czasie, pewnie dlatego wpłynął kojąco.. Czasami tak niesamowicie potrafię się nakręcić negatywnie, nie dostrzegać nic pozytywnego, a nawet jeśli uda mi się dostrzec to w chwilę to zdewaluować. Mam problem z zaufaniem sobie, może też dlatego mam problem z zaufaniem do innych? Od początku tego roku postanowiłam pracować nad sobą, prowadzę dziennik swoich emocji i postrzegania sytuacji (w oparciu o RTZ). Czuję się z tym lepiej, czuję się mocniejsza, jednak przede mną jeszcze długa droga. Bo jak silnie potrafię cieszyć się z drobnostek, tak samo silnie potrafię być dla siebie okrutna… Dziękuję za ten tekst.

    • Taki już urok naszej psychyki, że składa się z różnych emocji, ale myślę, że jeśli zaakceptuje się tą różnorodność to mogą nas one wzmacniać. Świetnie, że zaczęłaś ze sobą pracować, to bardzo ważny proces, życzę Ci wytrwałości i trzymam kciuki za Twoje efekty :)

      • Ksiula

        Trudno jest jednak zaakceptować coś na co się nie chcę godzić (taka sinusoida potrafi męczyć). Może nie tyle chodzi o różnorodność co o intensywność doświadczanych emocji. Myślę, że masz racje w tym by zaakceptować to, że emocje są różne, a pracować właśnie nad regulowaniem ich intensywności – by to nie one panowały nad naszym życiem, ale my nad nimi. Dziękuję Kasiu. :)

        • Prawda, że jeśli na coś nie chcemy się zgodzić to trudno o akceptację także różnych poziomów emocji, myślę jednak, że opór wbrew pozorom nie jest ułatwieniem. W każdym wypadku natomiast, stopniowa obserwacja i poszerzanie świadomości działa na naszą korzyść i z czasem doprowadzi do wolności :)